Wypracowania.pl Unikalne i sprawdzone teksty

Bajki robotów – streszczenie skrótowe tomu, opracowanie ogólne

Streszczenie skrótowe cyklu

„Bajki robotów” Stanisława Lema to cykl dwunastu krótkich opowiadań.

Trzej elektrycerze

Pewien konstruktor wynalazca zapragnął połączyć w jedno śmierć z życiem. By zrealizować swój niesamowity zamiar tchnął energię w Kryonidów, których stworzył z lodu. Żyli oni na mroźnej i ciemnej planecie, niesłychanie daleko odległej od jakiegokolwiek słońca.

Planeta Kryonidów nawet z daleka błyszczała niczym najpiękniejsze kamienie szlachetne. Budziło to zazdrość i ciekawość mieszkańców innych rejonów kosmosu. Wkrótce pojawili się nawet śmiałkowie, którzy zapragnęli podbić tę wspaniałą krainę i zdobyć tam niezwykle cenne skarby.

Na planetę Kryonidów jako pierwszy przybył elektrycerz Mosiężny. Szybko zginął on jednak pochłonięty przez lodową pustkę. Podobny los spotkał Żelaznego, który zamarzł gdzieś wśród śniegu. Ich błędów powtórzyć nie zamierzał Kwarcowy, najpotężniejszy z elektrycerzy. Ze względu na swą konstrukcję nie obawiał się on, że zamarznie. Miał jednak inną wadę - kiedy myślał, bardzo się rozgrzewał. Fakt ten działał na jego niekorzyść, gdyż mógł roztopić otaczający go lód.

Początkowo Kwarcowy radził sobie doskonale i z łatwością przedostał się do pałacu, gdzie pokonał Boreala, Albucyda Białego i księcia Astroucha. Skutecznie przeciwstawił mu się dopiero mędrzec imieniem Baryon. Zwyciężył on Kwarcowego, pokazując mu różne gesty. Gdy elektrycerz zaczął zastanawiać się, co one znaczą, otaczający go lód stopniał, a otchłań oceanu pochłonęła go na wieki.

Po wszystkim mędrzec dziwił się brakowi rozsądku najeźdźców, którzy przecież i tak nie mogliby wywieźć kosztowności z planety Kryonidów, gdyż te zwyczajnie zmieniłyby się w wodę.

Uranowe uszy

Inżynier Kosmogonik, który walczył z ciemnością, rozjaśniając gwiazdy, zostawił kiedyś jednego ze swych uczniów, by pilnował jednej z nich. Sam wyruszył kontynuować swą misję w inne części kosmosu.

Uczeń czekał i czekał, obserwował sytuację. Jednak po kilku tysiącach lat zadanie znudziło mu się. Wziął wtedy puzderko z magicznymi promieniami i rzucił je w ogień. Przez chwilę gwiazda jaśniała, lecz po chwili eksplodowała. Traf chciał, że akurat wracał Kosmogonik, który pozbierał fragmenty gwiazdy. Uczeń, nie czekając na mistrza, uciekł.

Na jednej z planet - Aktynurii - powstało państwo Palatynidów. Były to wyjątkowo ciężkie stworzenia, które swobodnie mogły poruszać się jedynie na swym ciele niebieskim, żadne inne nie wytrzymałoby ich masy.

Aktynurią władał okrutny i chciwy Architor. By zapobiec jakimkolwiek buntom, wyprodukował on dla swych poddanych zbroje z dodatkiem uranu (głównie w miejscu ochraniającym uszy). Nie tylko świecili oni charakterystycznym światłem, ale także nie mogli zbliżać się do siebie, gdyż groziło to wybuchem. Odpowiedź na to okrutne zarządzenie Architora przygotował Pyron - wynalazca, twórca specjalnego telegrafu. Architor kontrolował jednak poddanych, a wymyślony przez Pyrona szyfr okazał się zbyt mało zrozumiały dla pozostałych Palatynidów. Wkrótce Pyron został uwięziony przez władcę.

Z pomocą przybył Pyronowi inżynier Kosmogonik, twórca planet. Stworzył on kadmowe nauszniki, które zapobiegały wybuchowi uranu. Dzięki temu Palatynidzi mogli bez obaw zbliżać się do siebie. Następnie Kosmogonik rozdał mieszkańcom planety uranowe dukaty i nakazał opłacać nimi daniny. Pomógł również Pyronowi w ucieczce.

Niebawem wypełniony uranowymi dukatami pałac Architora wybuchł, a miejsce okrutnego władcy zajął Pyron.

Jak Erg Samowzbudnik Bladawca pokonał

Król Boludar pasjonował się kolekcjonowaniem osobliwości. Jednym z jego najcenniejszych eksponatów był Homos Antropos, istota dwunożna, blada, w której oczy kazał władca wstawić dwa rubiny. Dumny z tego rzadkiego eksponatu Boludar zapragnął mieć w swej kolekcji żywego Antroposa.

Na nic zdały się ostrzeżenia mędrców. Władca, jak powiedział, tak zrobił. Już wkrótce cieszył się z wspaniałego okazu Bladawca. Mieszkańcy królestwa przyglądali się bestii ze strachem. Tylko królewna Elektrina ośmielała się zbliżać do jego klatki. Fascynował ją bowiem uśmiech tej istoty. Zaciekawiona zapragnęła mieć jeden z jej zębów. Bladawiec rzekł, że da go jej w zamian za błyszczący kluczyk, który chciał potrzymać choć przez chwilę. Księżniczka nie powinna się zgodzić, gdyż przedmiot ów służył jej do nocnego nakręcania swego rozumu. Jednakże przystała na propozycję stworzenia. Bladawiec zabrał kluczyk i uciekł w dalszą część klatki. Nie chciał nawet słyszeć o zwróceniu go.

Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Następnego dnia Elektrina nie była już w stanie normalnie funkcjonować. Król przystał więc na propozycję Antroposa - oswobodził go i przygotował dlań statek. Bladawiec wyruszył w drogę, ale kluczyk zabrał ze sobą.

Król ogłosił, że ten, kto odzyska kluczyk, zostanie mężem Elektriny i następcą tronu. Na planetę przybyli najwięksi śmiałkowie, którzy kolejno wyruszali w niebezpieczną misję. Jednakże ani Strzeżysław Megawat, ani reszta odważnych wojowników (m. in. Automacieje, Protezy Konstrukcjonista, Diody, Triody i Heptody, cybergrabia Bałamski) nie podołała trudnemu zadaniu.

Do zamku Baludara po roku i sześciu niedzielach powrócił Erg Samowzbudnik, który mógł formować swe ciało w dowolny sposób. Opowiedział wszystkim o swych niezwykłych przygodach, po czym uklęknął przy królewnie i przywrócił ją do życia.

Najprawopodobniej nikt nie wiedział, że Erg Samowzbudnik nie stanął do walki z Bladawcem. Zaszył się po prostu w ukryciu, by każdy myślał, że rzeczywiście opuścił planetę. Erg miał ogromny talent do radzenia sobie z zamkami i wykorzystał go w sytuacji z królewną. Niemniej jednak żyli oni razem długo i szczęśliwie.

Skarby króla Biskalara

Król Biskalar, władca Cyprozji, słynął z ogromnego, być może największego w całym wszechświecie, skarbca. Ogromny zbiór bogactw - białego złota, kryształów i uranu - stanowił jego największy powód do dumy.

Wiadomość o bogactwach Biskalara dotarła do pewnego konstruktora. Konstruktor ten, imieniem Kreacjusz, przybył do pałacu Biskalara. Stanąwszy przed władcą, zażądał, aby ten przygotował spis bogactw, a on pokaże mu klejnot, którego nie posiada.

Gdy w końcu dokonano spisu skarbów Biskalara, jeszcze raz stanął Kreacjusz przed jego obliczem. Powiedział wtedy, aby przyniesiono mu kosz zwykłego piasku, ziemi albo i śmiecia. Następnie wysypał szaroburą masę na posadzkę i rozpalił ją niegasnącą iskrą. To zamieniło stertę w niezwykły, ruchomy klejnot, który zaćmił wszystkie znane Biskalarowi i jego poddanym.

Upokorzony król postanowił zemścić się na Kreacjuszu. Uwięził go, a później, dla zachowania pozorów, poddał go trzem próbom.

Pierwszą był rozkaz dotarcia do skarbca Biskalara i zdobycia kuli umieszczonej w kryształowym jaju. Kreacjusz miał na to czas do następnego popołudnia. Konstruktor ominął strażników, przywoławszy mgłę. Następnie przechytrzył czarną maszynę, która zadała mu zagadkę, i poradziwszy sobie z atomowym zamkiem, przekroczył próg skarbca. Ominął wspaniałe komnaty wypełnione najbardziej drogocennymi kamieniami, po czym stanął przed kryształowym jajem. Dzięki mocy iskier wziął ze sobą wykonaną z radu kulę i zaniósł ją królowi.

Rozgniewany Biskalar z bólem uznał sukces Kreacjusza. Miał jednak dla niego kolejne zadanie - tym razem trudniejsze. Wysłano konstruktora na pustynny księżyc i kazano mu stanąć przed obliczem króla w południe następnego dnia. W obcym miejscu nie mógł skorzystać Kreacjusz z iskierek, gdyż najprawdopodobniej je mu zabrano. Konstruktor zbudował więc basztę z lodowych cząsteczek. Następnie wykorzystywał wodę z roztopionych brył i polewał ją. W ten sposób powstała swego rodzaju rakieta. Napędził ją Kreacjusz siłą swego mózgu (zbudowanego z antymaterii) i dotarł na planetę Biskalara.

Trzecie zadanie wiązało się z pościgiem. Król otworzył bramy miasta i nakazał Kreacjuszowi wybiec ze swego grodu. Po jego śladach zamierzał puścić roboty śledcze, które złapią go i rozszarpią. Konstruktor przystał na to, a nim opuścił miasto, poprosił o żelazną szpilkę. Biskalar był przekonany o swym zwycięstwie.

Biegnąc, namagnesował Kreacjusz szpilkę. W ten sposób uzyskał kompas, który dopomógł mu w ucieczce. Dzięki igle dostał się do opuszczonej kopalni rudy. Roboty wciąż pędziły za nim, lecz on umiejętnie zgubił ślad, tworząc obłok rdzawego kurzu. Opiłki uszkodziły aparaturę gończych, a te zaczęły uderzać łbami w ściany. Pozostałym dwóm wydał konstruktor fałszywą komendę i korzystając z ich dezorientacji unieszkodliwił je szpilką.

Następnego dnia przybył Kreacjusz do stolicy. Dzięki pomocy robotów gończych (poprzestawiał kable w ich głowach) pokonał Biskalara. Otworzył później skarbiec i doradził poddanym obalonego władcy, by wybrali na króla kogoś lepszego. Następnie ruszył w dalszą drogę.

Dwa potwory

Na biegunie galaktycznym znajdowała się planeta ze skał ogniowych zamieszkana przez Argensów, czyli Srebrzystych. Stolicą ich państwa była niezwykła Eterna. Tam znajdował się pałac, w którym rezydowali Energowie.

Gdy władał Treops, państwo Energów napadnięte zostało przez Syderyjczyków Azmejskich, którzy zadali Srebrzystym wielkie klęski. Dopiero władca Ioraks nakazał otoczyć planetę systemem wirów, co zagwarantowało Argensom spokój.

Przez wiele lat mieszkańcy żyli w szczęściu i dostatku, a władcami zostawali kolejni Energowie, którzy odbierali z rąk poprzedników berło z napisem: Jeżeli potwór wieczny jest, to go nie ma, czyli są dwa; jeśli nic nie pomoże, strzaskaj mnie. Nikt nie wiedział, co dokładnie znaczą te słowa. Wszystko wyjaśniło się dopiero za panowania Inhistona.

Na planecie Argensów pojawił się ogromy potwór. Podczas gdy wszyscy zastanawiali się, skąd wzięła się bestia, ta bezkarnie niszczyła planetę. Nic nie wskórały wysłane przeciwko niej oddziały, toteż władca, naradziwszy się uprzednio z mędrcami, zarządził, aby Wielki Cybernator Koronny, Wielki Arcydynamik i Wielki Abstraktor pospołu nakreślili plany elektroluda, który wyruszy na potwora. Nie było jednak między nimi zgody i każdy sporządził własny projekt.

Jako pierwszy wyruszył Miedziany. Nie podołał on przeciwnikowi, a do stolicy powrócił w postaci gradu ciskanych w nią pocisków. Następny był Rtęciogłów, który z każdym otrzymanym ciosem stawał się silniejszy. Chociaż walka trwała aż trzy dni, i on nie podołał potworowi. Sprytna bestia stworzyła zwierciadło, a Rtęciogłowy myślał, że ściera się z samym sobą.

Trzeci elektrycerz, którego przygotował Wielki Abstraktor, nie był uprzednio widziany przez nikogo. Stworzony z antymaterii Antymat pokonał stwora, ćwiartując go i rąbiąc, lecz radość ze zwycięstwa nie trwała długo. Wkrótce deszcz ożywił podobną bestię, a następne potwory rodziły się i staczały z cmentarzyska.

W obliczu nieuchronnej klęski rozbił władca berło. Napis, który ukazał się jego oczom, wyjawił prawdę o naturze stworzenia. Okazało się, że Argensi byli dalekimi potomkami dziwnych istot. Opuściwszy kiedyś oceany, istoty te zaczęły konstruować maszyny. Wiele lat później mechaniczne byty zbuntowały się i uciekły z ich planety. Stwórcy nieustannie przeszukiwali kosmos, a znalazłszy potomków żelaznych aniołów, okrutnie się na nich mścili. Jedyną drogą ucieczki było odebranie im sensu zemsty, a trzeba było uczynić to przez nicość.

Władca wiedział, że twórcą maszyn był człowiek. Wiedział też, że jego planeta potrzebowała ostatecznego czynu. Wypowiedział więc słowo, od którego wibracji wszystkie miasta Argensów zapadły się w otchłań. Na planecie nie zostało już nic.

Widział to jeden z twórców potworów. Z satysfakcją rzekł, że czas ruszać dalej. Ciemność u rufy ich statków zakwitła ogniem i pomknęły w drogę zemsty. Kosmos jest nieskończony i nie ma granic, ale nie ma też granic ich nienawiść, a przeto każdego dnia, każdej godziny może dosięgnąć i nas.

Biała śmierć

Aragena była planetą zabudowaną od wewnątrz. Tak nakazał jej władca - Metameryk, który rozciągał się w płaszczyźnie równikowej na trzysta sześćdziesiąt stopni, otaczał planetę i bronił ją przed wtargnięciem.

Dziesięć mil pod powierzchnią wznosili Enteryci (mieszkańcy Arageny) wspaniałe miasta. Ci wspaniali budowniczowie - szczególni miłośnicy geometrii i blasku - wtłaczali do wewnątrz światło za pomocą odpowiednich rur. Filtrując je przez barwne kamienie, dowolnie ustalali porę dnia.

Metameryk był dziedzicznym i wiecznym władcą. Pochodził od nieistniejących już Aurygenów, a jako istota wieloczłonowa doskonale się regenerował i dysponował wspaniałą pamięcią (rozum znajdował się zawsze w wewnętrznym członie). Wiedział Metameryk, że Aurygenowie doznali klęski od bladych istot.

Dzięki stanowczości i trosce władcy planeta przez tysiące lat nie była nawiedzana. Któż bowiem chciałby zatrzymać się na skalnym pustkowiu? Jednakże pewnego dnia kilku Enterytów dostrzegło coś, co określono później mianem wraku statku kosmicznego.

Statek zabrano do podziemi, gdzie przyglądał mu się astrowied Afinor. Ustalił on, że jego drzwi otworzyć można hasłem. Nie znał jednak odpowiedniego słowa. Miał ponadto wiele wątpliwości, czy Enteryci powinni zajmować się tym obcym środkiem transportu bez wiedzy Metameryka. Rzekł nawet, że pewne blade istoty tropią wszelkie formy życia w kosmosie dla zemsty. I to właśnie zemsta była słowem otwierającym właz do statku.

Wnętrze latającej machiny było zniszczone, a jedyne, co znaleźli tam badacze, to rozbryźnięta kałuża jakby z czerwonej farby oraz obce części ubioru. W tym momencie przybyli królewscy posłańcy, którzy nakazali niezwłocznie zniszczyć statek w ogniu atomowym. Na wieść o czerwonej kałuży oznajmili, że to zapowiedź białej śmierci.

Mędrcy nie uwierzyli jednak w proroctwo zagłady. Strzaskali statek na kowadłach platynowych, a później przerobili go na miriady atomów. Te zaś zmrozili w wielką bryłę i wysłali ku gwiazdom. Wtedy byli pewni, że już nic im nie grozi.

Nie wiedzieli o tym, że kiedy rozbijali statek na atomy, z krwi wypadły zarodniki, które zaczęły mnożyć się w zastraszającym tempie. Wszyscy Enteryci nosili w sobie zarazę. I nie minął rok, a legli pokotem. Stanęły w pieczarach kryształowe machiny, zgasły ognie, brunatny trąd stoczył lustrzane kopuły, a kiedy ulotniło się ostatnie ciepło atomowe, zapadła ciemność, w której rozrastała się, przenikając chrzęszczące szkielety, wchodząc do rdzawych czaszek, zasnuwając zgasłe oczodoły - puszysta, wilgotna, biała pleśń.

Jak Mikromił i Gigacyan ucieczkę mgławic wszczęli

Astronomowie uczą, że wszystko, co jest - mgławice, galaktyki, gwiazdy - ucieka od siebie na wsze strony i wskutek tego nieustannego pierzchania Wszechświat rozszerza się już od miliardów lat.

Wielu jest zdania, że niegdyś cały kosmos skupiony był w jednym punkcie. Co zapoczątkowało jego ciągłe oddalanie się? By poznać prawdę, trzeba cofnąć się do czasów poprzedniego Wszechświata.

Dwóch konstruktorów - Mikromił i Gigacyan - należeli do najlepszych konstruktorów w całym kosmosie. Potrafili zrobić wszystko, co tylko przyszło im do głowy, lecz na nieszczęście cierpieli na brak pomysłów. Długo zastanawiali się więc nad tym, skąd brać nowe idee i projekty. Pomyśleli, że skoro możliwości tkwią w materii, należałoby dać materii usta i wdrożyć ją do myślenia. Wtedy sama przemów i dostarczy im inspiracji. Doszło jednak między nimi do kłótni, gdyż każdy inaczej chciał zabrać się do rzeczy. Mikromił zamierzał zacząć od myślenia kwantowego, Gigacyan zamierzał stworzyć wielki mózg z całej masy wszechświata. Rozeszli się więc zwaśnieni, a każdy realizował plan w myśl własnych założeń.

Gdy obaj zakończyli, nie zastanawiali się, kto poznał więcej tajemnic, lecz rywalizowali ze sobą o to, kto lepiej wybrał. Gigacyan stworzył wielkiego krasnoluda, który rozciągał się na wieki wieków świetlnych. Mikromił wybrał zaś jeden ze swych rubinów - tą siłą chciał przeciwstawić się olbrzymowi.

Obaj konstruktorzy postanowili, że to ich dzieła powinny rozstrzygnąć spór. Rubin zadawał pytania i czekał rok, aż krasnolud je usłyszy. Olbrzym obracał się tak powoli, że zajmowało to całe lata. Kamień poczynał więc sobie coraz śmielej, co irytowało krasnoluda, który coraz szybciej się poruszał. W końcu zaczął kręcić się tak szybko, że poluzowane zostały pęta grawitacji. Rozpadł się, a wszystkie jego fragmenty zaczęły od siebie uciekać.

Konflikt Mikromiła i Gigacyana wcale nie został zakończony - wręcz przeciwnie, zaognił się. Pierwszy z nich po całym Wszechświecie szukał swego rubinu, Gigacyan ścigał części ogromnego kosmoluda i chciał połączyć je w jedność, lecz kiedy tylko mu się udało, te od razu się rozpadały. Tym sposobem wielcy konstruktorzy wprawili materię w wieczny ruch.

Bajka o maszynie cyfrowej, co ze smokiem walczyła

Poleander Patrobon, władca Kybery, szczególnie miłował się w wojnie i nowoczesnych taktykach. Jego państwo osiągnęło tak wysoki stopień rozwoju technologicznego, że nikt nie miał odwagi, by je najechać. Dlatego Patrobon często prowadził wewnętrzne manewry, do których używał wynalazków swych inżynierów. Niestety - cierpiała na tym lokalna ludność.

Znudzony i wciąż niezadowolony ze swych osiągnięć militarnych postanowił król wykorzystać pustynny księżyc swej planety. Wysłano tam nowoczesną maszynę cyfrową, która potrafiła zrobić dosłownie wszystko. Zaciekawiony Patrobon wysłał jej komendę elektroskok, lecz przez zakłócenia odebrała ona dość jasny komunikat elektrosmok. Bestia została stworzona i szybko okazało się, że jest niezwykle poważnym zagrożeniem dla Kybery.

Gdy wszystkie metody zawiodły, postanowił Patrobon zwrócić się o pomoc do pewnej maszyny cyfrowej, z którą wcześniej poróżniły go przekonania. Maszyna - po usunięciu kilku usterek - zaproponowała, by wyzwać bestię na pojedynek matematyczny.

Pierwsze zadanie było łatwe - elektrosmok miał podzielić się przez siebie, co uczynił bez problemów. Drugie polegało na wyciągnięciu z siebie pierwiastka - i to udało się bestii uczynić. Do ostatniego zadania przystąpił elektrosmok niezwykle rozochocony. Maszyna nakazała mu odjąć siebie od siebie. W pewnej chwili bestia odjęła swą głowę i padła.

Po zwycięstwie król unieszkodliwił maszynę, która gotowa była zbuntować się przeciwko niemu. Od tego momentu zmienił jednak Patrobon nastawienie i przestał zajmować się sztuką wojenną.

Doradcy króla Hydropsa

Argonautycy byli pierwszym z gwiezdnych plemion, które zdobyło dla rozumu głębię oceanów międzyplanetarnych. Jednym z najważniejszych punktów ich olbrzymiego imperium jest Akwacja, planeta rządzona niegdyś przez Hydropsa Wszechrybnego. Któregoś dnia władca wezwał do siebie czterech swych ministrów i oznajmił im, że zasiadanie na tronie jest dla niego zbyt ciężkim brzemieniem. Poprosił wtedy, by zaufani przyboczni wymyślili mu syna.

Dioptryk, Minogar, Filonauta i Amassyd pokłonili się i odeszli. Każdy z nich rozważał słowa króla, ale żaden nie czynił tego w taki sposób, jak wyobrażał sobie władca. Amassyd i Dioptryk pałali do siebie nienawiścią i każdy z nich pragnął przede wszystkim upadku drugiego. Minogar pragnął tronu dla siebie, a Filonauta sprzyjał Mikrocytom, wrogom argonauckim.

Zgodnie ze starodawnym zwyczajem doradcy popłynęli zamknąć się w pokoju o ścianach ze szmaragdowej łuski. Nikt nie mógł wtrącać się do ich pracy, a efekty wszyscy mieli poznać dopiero po jej zakończeniu.

Zadanie szło jednak opornie. Każdy myślał przecież o tym, jak spełnić żądania króla, a zarazem pozbyć się trzech rywali i zrealizować swe pragnienia. Przez osiem dni pracowali nad matrycą, a wiele zapisanych danych musieli usunąć. Zdawało się, że przejrzeli siebie na wylot, gdyż każdy pragnął wtrącić w kod królewskiego syna odpowiadająca mu formułę. W końcu poszli na ustępstwa i przygotowali synomatrycę.

Kiedy matryca dojrzewała w piecu, Amassyd przystąpił do realizacji swego planu. Przekupił szewca, by ten podniósł podeszwy Dioptryka, co miało uczynić go wysokim (w kodzie królewicza zapisana była sympatia do istot i rzeczy małych). Postanowił wtedy Dioptryk skorzystać z pomocy ślusarza. Sługa przywiódł do niego Frotona, który po długim namyśle odkręcił głowę ministra, a rozum przeniósł mu do korpusu. W czasie tej wizyty zobaczył Froton Aurentynę, piękną córkę Dioptryka.

Zdziwił się Hydrops widokiem pomniejszonego sługi, a ten wyjaśnił, że to najnowszy trend mody. Pozostali doradcy wiedzieli, co się szykuje, toteż również przystąpili do wyścigu miniaturyzacji. Stopniowo odkręcali sobie wszystko i coraz trudniej było ich dostrzec.

Zaniepokojony Dioptryk po raz drugi wezwał Frotona. Tym razem ślusarz zalecił wyciągnięcie mózgu, który planował schować w szafie, a następnie umieszczenie w korpusie nadajnika. To samo uczynili później pozostali doradcy.

Jeszcze raz posłał Dioptryk po Frotona. Tym razem obiecał mu, że w zamian za pomniejszenie spełni każde jego życzenie. Ucieszył się ślusarz, bowiem od dłuższego czasu nie mógł przestać myśleć o Aurentynie (sam był prześladowany przez swą żonę). Wykonał więc niewielką konstrukcję z orderów Dioptryka, wzmocnił ją blaszką i umieścił w niej order. Kiedy jednak Dioptryk usłyszał życzenie, przepędził Frotona.

Gdy pozostali trzej doradcy zobaczyli Dioptryka, wiedzieli, że ich sytuacja nie jest godna pozazdroszczenia. Zbliżał się dzień narodzin królewicza, a żaden z nich nie mógł już stać się mniejszym. Postanowili więc napaść rywala i zamknąć go w puszcze. Tak też uczynili, a zamknięte naczynie wręczyli do zalutowania... Frotonowi. Ten spełnił ich prośbę, a następnie dostał rozkaz wyrzucenia puszki, w której znajdować miał się skorpion, gdzieś poza miastem. Ciekawy ślusarz postanowił jednak zabrać ją do domu.

Na strychy puszkę znalazła żona Frotona, która za każdym razem odbierała mu cały zarobek. Kiedy ją otwarła, przeraziła się małej istoty, spadła z drabiny i skręciła kark. Właz na strych zatrzasnął się jednak w taki sposób, że Dioptryk został tam uwięziony.

Gdy Froton wrócił do domu, zmartwił się trochę - był przecież poczciwą istotą. Później pomyślał jednak, że wykorzysta ciało nieboszczki jako źródło części zamiennych. Gdy przystąpił do jej rozbierania, usłyszał piskliwy głosik. Wtedy przypomniał sobie o puszce.

Przerażony Dioptryk obiecywał swemu wybawcy wszystko, czego zapragnie. Nauczony doświadczeniem Froton wcale mu nie wierzył. W końcu jednak programista złożył przysięgę, a po chwili obaj opowiedzieli sobie ostatnie wydarzenia.

Dioptryk niezwłocznie udał się do pałacu królewskiego, gdzie trwała uroczystość. Miniaturyzacja nie przysłużyła się jednak żadnemu z ministrów, gdyż niepomyślne prądy spowodowały, że wzrok królewicza padł na jedną z mechanicznych rybek. Dioptryk został nawet rzucony na posadzkę i roztrzaskany przez podskrzelego.

Wkrótce zasiadł królewicz na tronie i rządził długo i sprawiedliwie, namiętnie otaczając się małymi rybkami. Pasjonował się również filozofią, szczególnie dużo rozmyślając o niebyecie.

Froton i Aurentyna przypadli sobie do gustu. Na życzenie nowej żony odremontował ślusarz Dioptryka i włożył w jego ciało przechowywany w szufladzie mózg. Następnie został mianowany podblaszym koronnym.

Czterech doradców zrozumiało, że przez kolejne lata muszą wiernie służyć nowemu władcy.

Przyjaciel Automateusza

Automateusz był robotem, który planował wyruszyć w daleką podróż. Zanim to uczynił, stwierdził, że droga i czas płynęłyby szybciej, gdyby miał u boku przyjaciela. By takiego zdobyć, udał się do miniaturyzatora - specjalisty zajmującego się konstruowaniem elektroprzyjaciół.

Oba roboty bardzo szybko się porozumiały. Automateusz wybrał swego towarzysza i zapłacił za niego pięknym diamentem. Zgodnie z zaleceniem miniaturyzatora bohater włożył swego przyjaciela do ucha, by zawsze być z nim w kontakcie.

Początki przyjaźni Automateusza i Wucha były pełne radości i szczęścia. Razem wyruszyli w drogę i wypłynęli w podróż wspaniałym statkiem. W tym momencie los przestał im sprzyjać, gdyż okręt zatonął w wyniku potężnego sztormu. Szczęście w nieszczęściu, że Automateusz i Wuch przeżyli katastrofę.

Obaj bohaterowie trafili na bezludną wyspę. Automateusz niezwłocznie poprosił Wucha o radę, a ten zalecił spokojne obejrzenie nowego miejsca ich pobytu. Gdy okazało się, że wyspa znajduje się niezwykle daleko od jakiegokolwiek stałego lądu, a rozbitkowie nie mają żadnych wartościowych przedmiotów, Wuch doradził przyjacielowi, by ten wszedł do morza i popełnił samobójstwo. Zdaniem elektroprzyjaciela było to najlepsze wyjście, zgodnie z jego obliczeniami szansa na przypłynięcie okrętu wynosiła 1:400000, a wyspa w ląd miała przemienić się dopiero za kilka milionów lat.

Automateusz wcale nie zamierzał posłuchać rady Wucha, co doprowadziło do konfliktu między nimi. Robot nie bez trudu wydobył przyjaciela z ucha i przystąpił do jego niszczenia, mimo że Wuch zapewniał go, iż jest niezniszczalny.

Nagle na horyzoncie pojawił się okręt. Okazało się, że kapitan tonącego statku zdążył wysłać depeszę z prośbą o pomoc, a oddziały ratunkowe wyruszyły niezwłocznie. Automateusz jeszcze raz umieścił Wucha w uchu, by jego krzyki nie wywołały podejrzeń, i z wielkim uczuciem ulgi wrócił do domu.

Jednak nic nie było już takie jak kiedyś. Wuch stał się obsesją Automateusza, który wciąż szukał sposobu na to, jak pozbyć się przyjaciela. Ostatecznie umieścił go w wielkim bloku betonu i wrzucił do opuszczonego szybu. Ale może to nie prawda, może Automateusz wciąż był wdzięczny swemu przyjacielowi za jego bezcenne rady i wciąż trzymał go w uchu.

Król Globares i mędrcy

Globares, pan Eparydy, wezwał niegdyś przed swoje oblicze trzech największych mędrców. Przyczyną ich sprowadzenia było znudzenie władcy, który widział i słyszał już niemal wszystko. Nic nie mogło go wzruszyć, zszokować ani przerazić. Dlatego pod groźbą śmierci nakazał mędrcom przedstawić najdziwniejsze historie, jakie kiedykolwiek słyszeli.

Pierwszy z mędrców opowiedział historię Opaków. Plemię to osiedliło się na rokrocznie rodzącej góry planecie, chłostanej w dodatku deszczami meteorów niemal przez cały rok. Dla przetrwania musieli Opakowie opracować odpowiednią formę. Proponowano spłaszczoną, by nie zapadać się w rozpadliny, lub okrągłą, by być odpornym na przechylenia i swobodnie unikać spadających z nieba głazów. Na te pomysły jeden z mędrców odpowiedział czynem. Zaczął rozbierać się na części pierwsze, aż w końcu osiągnął niebyt. Stał się obecny - nieobecny, a jego śladem podążyli wszyscy Opakowie, którzy wciąż pozostają ludem niezwyciężonym.

Władca wysłuchał opowieści w skupieniu, a następnie zapytał, w jaki sposób Opakowie podróżują w kosmicznej pustce. Mędrzec odrzekł, że to jedyna rzecz, której nie mogą robić, gdyż doszłoby do starcia pustki zewnętrznej z ich wewnętrznym niebytem. Dodał również, że Opaków często zwie się Neantami. Jego słowa nie poruszyły jednak króla, a głowa mędrca została wkrótce ścięta.

Po chwili przemówił drugi z mędrców. Opowiedział on o ludzie Poliontów, zwanych także Mnogistami. Mają oni jedno ciało, lecz liczba nóg każdego z nich zależna jest od sprawowanego przezeń urzędu. Stanowiska obejmuje się u nich wraz z głowami. Dlatego ubodzy często dysponują jedną głową na całą rodzinę, podczas gdy zamożni kolekcjonują w skarbcach głowy na różne okazje.

Słuchając opowieści o głowach, zapytał Globares mędrca o to, czy zostanie ścięty. Ten, licząc, że zaskoczy władcę, odpowiedział przecząco. Niestety nie zdało się to na nic. Po chwili jego głowa toczyła się po posadzce.

Trzeci z mędrców odmówił snucia opowieści. Stwierdził on bowiem, że król jest nieszczery. Jego zdaniem władca i tak planował zgładzić mędrców, a później szczycić uśmierceniem głupców zwących się mądrymi. Globares pozostał nieugięty, a mędrzec, mając na uwadze dobro zgromadzonych i samego króla, przystąpił do opowieści (niecierpliwy władca już zarzucał mu obrazę majestatu).

Sięgnął mędrzec do historii i przywołał postać Allegoryka, przodka władcy. Podobnie jak Globares, tak i on nadużywał władzy. Chcąc wyjaśnić najgorsze, czego dopuścił się Allegoryk, zaczął mędrzec opisywać kosmos. Widział go jako bazgraninę byle jakich wielokropków, która przybrała ogromne rozmiary. Sięgnął nawet po kartkę i naniósł piórem setki kropek. Później pokazał ją władcy, a obrazy kartki i nieba rzeczywiście wydawały się podobne. Zdaniem mędrca każdy uczony winien napisać paszkwil na to dzieło przypadku, niedoskonałości.

Król słuchał w osłupieniu. Wtedy mówca zaznaczył, że ktokolwiek chciałby skrytykować kosmos, musiałby zamachnąć się na pierwszą przyczynę. A za wszystkim stał właśnie Allegoryk. Działo się to w znacznie wcześniejszym stadium rozwoju Wszechświata., gdy Bezmiar był doskonale pusty. Postanowił Allegoryk zastąpić naturę i przejąć dzieło stworzenia. Nakazał więc zaprojektować ogromną maszynę, która budowano przez setki lat. Wskutek pychy władcy maszyna przerosła samą siebie i, chociaż stworzona była do rzeczy wielkich, potrafiła wyrzucać jedynie kule (trójwymiarowe punkty). W ten sposób stał się Allegoryk stwórcą Wszechświata, a dzieło jego pochodziło głównie z pychy i głupoty.

Mędrcowi udało się zaskoczyć i zafascynować władcę, jednocześnie wypowiedział obelgę i ogromną pochwałę. Król obsypał mędrców łaskami i odprawił ich.

Kiedy starzec został sam z jednym z uczniów, adept zapytał go o to, ile było prawdy w tej opowieści. Starzec rzekł: To, co powiedziałem, nie pochodziło z wiedzy. Nauka nie zajmuje się takimi własnościami bytu, do których należy śmieszność. Nauka objaśnia świat, ale pogodzić z nim może jedynie sztuka. Cóż wiemy naprawdę o powstaniu Kosmosu? Pustkę tak obszerną można wypełniać legendami i mitami. Pragnąłem, w mitologizowaniu, dojść granic nieprawdopodobieństwa i myślę, że byłem tego bliski. Ty i tak wiesz o tym, więc chcesz tylko zapytać, czy doprawdy Kosmos jest śmieszny. Ale na to pytanle każdy musi sam sobie odpowiedzieć.

Bajka o królu Murdasie

Murdas, władca, który objął tron po Heliksandrze, był niezwykle strachliwy. Szczególnie obawiał się duchów, krewnych i przepowiedni. Pewnego dnia, gdy przechadzał się po pałacu, trafił do nieznanego mu wcześniej pomieszczenia. Znalazł w nim maszynę wróżącą. Pokusa okazała się silniejsza, władca nacisnął przycisk. Wkrótce jego oczom ukazała się karteczka z przepowiednią opisującą rodzinny spisek.

Przerażony Murdas niezwłocznie nakazał ściąć wszystkich krewnych. Nikt nie uszedł z życiem, nawet stryj Cenander. Ale i to nie uspokoiło króla, gdyż obawiał się, że wśród poddanych także mogą znajdować się jego dalecy krewni. Dlatego niekiedy urządzał spontaniczne egzekucje, mordując przypadkowych mieszkańców swego królestwa. Nadto rozkazał, by przynitowano go do tronu, a każdą noc spędzał w pancernej szlafmycy.

W końcu w zamku pojawiła się pewna tajemnicza postać (mówiono, że był to mędrzec przebrany za przekupnia lub przekupień przebrany za mędrca). Doradziła ona Murdasowi, aby powiększył się i przekroczył wszelkie horyzonty.

Wzmożona praca naukowców przyniosła efekty. Już po dwóch latach zajmował władca całe przedmieście, a rósł coraz szybciej. Wkrótce w królestwie starczyło miejsca tylko dla władcy i jego przybocznych.

Pewnej nocy przyśnił się Murdasowi sen, w którym widział spiskującą przeciwko niemu rodzinę. Biedaczek nie obudził się z niego całkowicie, przez co nie mógł się go pozbyć. Postanowił wtedy wyśnić kontrsen - piękną armię rozprawiającą się z buntownikami. I to nie przyniosło skutku (w marzeniach pojawił się tylko jeden lichy hufiec), a nawet pogorszyło sytuację. Władca stracił bowiem orientację i przestał odróżniać sen od jawy. Wkrótce jego zdezorientowana głowa rozgrzała się do tego stopnia, że Murdas po prostu spłonął.

Geneza

„Bajki robotów” po raz pierwszy ukazały się nakładem Wydawnictwa Literackiego w 1964 r. Tom liczył wówczas o 3 opowiadania więcej. Później zostały one jednak przeniesione do „Cyberiady”.

„Bajki robotów” czerpią pełnymi garściami z doskonale znanych baśni i legend, przenosząc akcje w futurystyczny świat nauki i niezwykle rozwiniętej technologii. Autor zbioru był wszak miłośnikiem i pasjonatem nauk ścisłych, który wiedzę zdobywał na studiach medycznych.

Czas i miejsce akcji

Akcja „Bajek robotów” toczy się w kosmosie. Bohaterowie trafiają w najróżniejsze galaktyki, eksplorują najdziwniejsze spośród planet.

Czas akcji „Bajek robotów” nie został w żaden sposób określony. Czytelnik nie wie, czy opisywane wydarzenia rozgrywają się w dalekiej przyszłości, czasie równoległym istnieniu ludzkości lub też poprzedzającym ją. W ogromie kosmosu czas ma zupełnie inne znaczenie. W utworach pojawiają się przecież opisy setek i tysięcy lat mijających niczym dzień.

Problematyka

„Bajki robotów” Stanisława Lema poruszają tematykę „ludzką”. Pojawiają się w nich uniwersalne zagadnienia dotyczące kwestii moralnych, bohaterskich i tchórzliwych postaw, granic wiedzy i poznania. Bohaterowie, choć noszą metalowe pancerze, uosabiają ludzkie słabości. Lękliwy Murdas pragnie za wszelką cenę zachować władzę, Globares z kolei jej nadużywa, a doradcy Hydropsa czyniąwszystko, by ją osiągnąć. Automateusz odbiera bolesną lekcję przyjaźni, ucząc się zarazem, że nadzieja zawsze umiera ostatnia. Trzej Elektrycerze płacą okrutną cenę za swą pozbawioną refleksji chciwość, a Erg Samowzbudnik zdobywa to, co najcenniejsze, posługując się sprytem.

Ważną cechą „Bajek robotów” jest sformułowanie świata przedstawionego zgodnie z zasadami nauki. Zwiększa to wartości poznawcze poszczególnych utworów, ale też podkreśla ponadczasowość słów trzeciego mędrca z opowiadania „Król Globares i mędrcy”. Nawet w niezwykle rozwiniętym świecie, w którym granice poznania zdają się być wyjątkowo zatarte, potrzebna jest sztuka. Nauka bowiem tylko świat opisuje, sztuka ułatwia godzenie się z nim.

Losowe tematy

Poczwarka – streszczenie skrótowe...

„Poczwarka” to powieść Doroty Terakowskiej. Opowiada o rodzinie w której przychodzi na świat dziecko z zespołem Downa. Rodzince Adam i Ewa początkowo...

Rady nie od parady – streszczenie...

Streszczenie Książeczka Małgorzaty Strzałkowskiej jest zbiorem wdzięcznych i zabawnych wierszyków z morałami. W pełniącym rolę wstępu tekście poetyckim autorka...

Kronika wypadków miłosnych –...

Geneza Wydana w 1974 r. nakładem „Czytelnika” „Kronika wypadków miłosnych” zalicza się do tych dzieł Tadeusza Konwickiego które powracają...

Czarna owieczka – streszczenie...

Streszczenie Narratorem tego opowiadania jest sąsiad rodziny Popiołków do której należy ubogi listonosz i jego dwie córeczki bliźniczki: Zosia i Wisia....

Stowarzyszenie umarłych poetów...

Geneza „Stowarzyszenie umarłych poetów” – to amerykański dramat filmowy którego premiera odbyła się w 1989 r. (reżyseria Peter Weir). Film...

Łowcy wilków – streszczenie...

Streszczenie Pewien Anglik młody John Newsom niedługo po śmierci rodziców opuścił Londyn. Przybył do Montrealu. Tutaj będąc człowiekiem inteligentnym i wykształconym...

Balladyna – streszczenie plan...

Streszczenie „Balladyna” Słowackiego poprzedzona została listem dedykacyjnym który autor zaadresował do Zygmunta Krasińskiego. Nadawca przytacza zasłyszaną...

U wrót doliny – interpretacja...

„U wrót doliny” to wiersz Zbigniewa Herberta który dotyka problematyki eschatologicznej. Tekst przedstawia poetycką wizję sądu ostatecznego. Wskazuje...

Psalm 130 – interpretacja i analiza...

Psalm 130 to utwór znajdujący się w biblijnej „Księdze psalmów” noszący tytuł „Z otchłani grzechu ku Bożemu miłosierdziu” co wskazuje...