Wypracowania.pl Unikalne i sprawdzone teksty

Dziady cz. III – streszczenie, plan wydarzeń

Streszczenie

Przedmowa

Polska od niemal pół wieku jest ofiarą okrucieństwa bezwzględnych władców, a zarazem krajem zamieszkanym przez ludzi gotowych do największych poświęceń, wytrwałych niczym pierwsi chrześcijanie.

W 1822 r., za sprawą cara Aleksandra I oraz senatora Nowosilcowa, kraj stał się prawdziwym więzieniem. Polskość pleniono wszelkimi możliwymi sposobami, a członkowie licznych towarzystw literackich itp. cierpieli w więzieniach i na zesłaniu. Nowosilcow otrzymał od carewicza Konstantego zupełną dowolność, przez co był oskarżycielem, sędzią i katem.

W tych realiach życie było niezwykle trudne – szkoły zamykano, nauczycieli wywożono w głąb Rosji. Głównym zamiarem autora jest przekazanie świadectwa historycznego. Nie pragnie on obrzydzać Polakom doskonale znanych wrogów, nie chce budzić litości. Odwołując się do Biblii i historii prześladowań chrześcijan, nabiera pewności, że Polska odniesie ostateczne zwycięstwo.

Prolog

Prolog dramatu Mickiewicza poprzedzony jest trzema mottami: A strzeżcie się ludzi, albowiem was będę / wydawać do siedzącej rady i w bożnicach swoich / was biczować będę oraz I do Starostów i do Królow będziecie / wodzeni na świadectwo im i poganom, trzecie: I będziecie w nienawiści u wszystkich dla / imienia mego. Ale kto wytrwa aż do końca, / ten będzie zbawion.

Akcja dzieje się na Litwie, w klasztorze ks. bazylianów, którzy przerobiony został na więzienie. Jeden z osadzonych śpi oparty o okno, gdy nagle pojawia się anioł stróż. Wyznaje więźniowi, że dzięki modlitwom i prośbom jego nieżyjącej matki (oraz pozwoleniu Boga) czuwał nad nim i jego myślami. Przybył do celi, by oznajmić mu, że już wkrótce będzie wolny. Niebawem w myślach bohatera odbywa się prawdziwa wojna między duchami prawej i lewej strony. Te pierwsze pragną ułożyć jego głowę na miękkim puchu, natomiast drugie opowiadają o wydarzeniach rozgrywających się w Wilnie (wesele, zabawa). Pojawiają się także duchy nocne, które chcą uczynić mężczyznę sługą. Zgodnie ze słowami duchów – walka rozstrzygnie się następnego dnia.

Osadzony budzi się. Wie, że wkrótce odzyska wolność, lecz zna też smak wolności uzyskanej od nieprzyjaciela, który tylko ściągnie kajdany z ciała, wtłaczając w nie duszę. Następnie wyjawia, że jest poetą: Ja śpiewak, - i nikt z mojej pieśni nie zrozumie / Nic - oprócz niekształtnego i marnego dźwięku. / Łotry, tej jednej broni z rąk mi nie wydarły. To właśnie poezja jest jedyną bronią, której nieprzyjaciele go nie pozbawili.

Dochodzi wówczas do przemiany bohatera. Umiera Gustaw, a rodzi się Konrad. Po chwili mężczyzna znowu zapada w sen.

Pojawia się duch, który mówi o wielkiej sile drzemiącej w tym człowieku. Chociaż ten nie zdaje sobie sprawy z mocy, jaką dysponuje, może nią zwalać i podzwigać trony.

Scena I

Akcja dzieje się na korytarzu. Strażnicy z karabinami stoją w pewnej odległości, a kilku więźniów wychodzi ze swych cel, by spotkać się z towarzyszami. Z ich rozmów można wywnioskować, że jest to noc wigilijna. Osadzeni, wiedząc, że kapral jest Polakiem wcielonym do wojsk cara pod przymusem, a reszta pilnujących pije gorzałkę, spotykają się w celi Konrada.

Wszyscy witają Żegotę – nowego więźnia. Nie był on spiskowcem, lecz trafił do celi. Niejednokrotnie słyszał przejeżdżające kibitki, wiedział także o prowadzonych śledztwach. Przypuszcza, że większość osób zamykana jest z chęci zysku, gdyż zapłacą za to, by odzyskać wolność.

Wtedy odzywa się Tomasz, który mówi o Nowosilcowie. Senator popadł w niełaskę u cara, więc przeniósł się z Warszawy do Wilna, by na Litwie śledzić spiski i poprawić swoje notowania. Do tego potrzebuje wysokiej skuteczności w tropieniu spisków. Zdaniem mówcy najlepiej będzie, jeśli kilku osadzonych weźmie winy na siebie, ratując tym sposobem innych przed niesłuszną karą.

Kolejnym tematem jest staż więzienne. Najdłużej w zamknięciu przebywa Tomasz, który zna wszystkich i wie niemal wszystko o starym klasztorze. Jakub wyznaje, że po ośmiu miesiącach jego tęsknota do bliskich wcale nie zmalała. Jednak w Tomaszu wszyscy widzą osobę, która przywykła do tego posępnego miejsca i taktuje je niczym własny dom. Do rozmowy włącza się Frejend, który dostrzega bezowocność siedzenia w zamknięciu. W bitwie mógłby zabić kilku Rosjan, tutaj jest bezradny. Chętnie oddałby życie za któregoś z towarzyszy.

Wkrótce mężczyźni pytają o nowiny z miasta. Adolf wyjawia, że Jan Sobolewski był na przesłuchaniu i może coś wiedzieć. Posępny mężczyzna opowiedział więc o dwudziestu kibitkach, które wywiozły na Sybir studentów ze Żmudzi. Mężczyzna dokładnie przyjrzał się tej scenie. Najmłodszy z chłopców miał ok. 10 lat, a jego nogę pokrywały rany spowodowane przez ciężki łańcuch. Wśród wywożonych znalazł się także Janczewskiego, którego pobyt w więzieniu zmienił w postać wychudłą i sczerniałą, ale zarazem szlachetną. Dostrzegł on Sobolewskiego i wykonał gest pozdrowienia. Następnie, wchodząc na kibitkę, krzyknął trzykrotnie: Jeszcze Polska nie zginęła. Sobolewski ujrzał także Wasilewskiego. Mężczyzna ten był katowany w czasie przesłuchiwania, a do kibitki niósł go żołnierz (niczym konającego Chrystusa). Później kordon ruszył, a obserwator prosił Boga, by przyjął tę ofiarę.

Opowiadanie Sobolewskiego przygnębiło zgromadzonych. Chcieli, by Feliks znalazł jakieś pocieszcznie, lecz przerwał im Żegota, który postanowił opowiedzieć bajkę Goreckiego. Kiedy Bóg wypędził człowieka z raju, nie chcąc, by ten umarł z głodu, nakazał aniołom rozsypać ziarna. Adam nie wiedział, co z nimi zrobić. Z kolei diabeł, przeczuwając ich wartość, chciał ukryć je przed człowiekiem, zagrzebawszy je w ziemi. Wiosną ukazały się wspaniałe rośliny, a diabeł, mimowolnie, przysłużył się ludzkości. Żegota spuentował to w taki sposób: Chytrość rozumem, a złość nazywacie mocą? / Kto z was wiarę i wolność znajdzie i zagrzebie, / Myśli Boga oszukać - oszuka sam siebie.

Następnie Jankowski wzniósł pieśń dedykowaną księdzu Lwowiczowi (Mówcie, jeśli wola czyja, Jezus Maryja…), na co zareagował Konrad, zarzucając mu bluźnierstwo (Lecz nie dozwolę bluźnić imienia Maryi). Wtedy pojawił się kapral, pochwalił go i opowiedział o swej służbie w Hiszpanii, gdzie walczył pod dowództwem Sobolewskiego (brata Jana). W pewnej karczmie francuscy żołnierze zaczęli bluźnić, a kapral konsekwentnie ich uspokajał. Gdy zagrały trąby, okazało się, że wszyscy zostali zamordowani przez karczmarza. Przeżył tylko kapral, który znalazł kartkę z napisem: Vivat Polonus, unus defensor Mariae.
Wtem Feliks, odpowiadając na życzenia zebranych, zaczął śpiewać o losie zesłańców (w pieśni pojawia się motyw zemsty). Gdy kończy, wszyscy dostrzegają zamyślenie Konrada. Po chwili bohater wstaje i wznosi własną pieśń - Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga, / Z Bogiem i choćby mimo Boga! Ksiądz Lwowicz próbuje go uspokoić, mówiąc, że to pogańska pieśń. Mężczyzna jednak kontynuuje. W swej opowieści przeistacza się w orła, wznosi się ponad wszystkich, pragnie dostrzec więcej, poznać przyszłość, lecz tę zasłania mu kruk. Więźniowie dostrzegają, że mężczyzna bladnie. On pragnie skończyć pieśń (Stój! stójcie! - jam się z krukiem zmierzył - / Stójcie - myśli rozplączę - / Pieśń skończę – skończę), ale pada zemdlony.

Rozlega się dzwonek – znak, że otworzono bramę. Wszyscy rozbiegają się do swych pomieszczeń. Konrad zostaje sam.

Scena II – Improwizacja

Konrad, po długim milczeniu, rozpoczyna swój monolog. Na początku wyraża fakt, iż ludzie nie rozumieją jego pieśni. On sam nie wątpi jednak w twórczość, dostrzegając jej szczególny wymiar (Pieśni ma, tyś jest gwiazdą za granicą świata! / I wzrok ziemski, do ciebie wysłany za gońca, / Choć szklanne weźmie skrzydła, ciebie nie dolata). Następnie zwraca się do Boga i natury, nazywając swe słowa godnymi wysłuchania przez nich.

Poeta wyciąga swe dłonie w niebiosa, wydobywa miliony tonów z odległych gwiazd. Wszystko kontroluje, wie o wszystkim. Nazywa pieśń tworzeniem, siłą, dzielnością i nieśmiertelnością, zwracając się do Boga: Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże? / Patrz, jak te myśli dobywam sam z siebie.

Depcę was, wszyscy poeci, / Wszyscy mędrce i proroki – tymi słowami Konrad wynosi się ponad ludzkość. Czuje więcej niż wszyscy oni, śpiewając dla samego siebie. Swoimi myślami pragnie dotrzeć w miejsce, gdzie graniczą Stwórca i natura.

Mówca zyskuje dwa skrzydła. Lewym obejmie przeszłość, zaś prawym przyszłość. W ten sposób dotrze do samego Boga, dzięki temu pozna uczucia samego Stwórcy.

Największym pragnieniem Konrada, który umiłował cały naród, jest uszczęśliwienie mieszkańców ziemi. Staje więc przed Ojcem uzbrojony w swe myśli, pragnąc zarazem poznać sposób spełnienia tych pragnień. Zaznacza, że jego moc nie pochodzi od drzewa rosnącego w Edenie ani z ksiąg, nauk i opowiadań. On urodził się twórcą, moc przyszła doń niczym do Boga. Jednak ludzie nie znają potęgi Konrada, nie chcą mu służyć. Z kolei mówca pragnie władać ich czuciem. Chce więc otrzymać ten dar od Boga, by, niczym ze słów, stworzyć własny naród, nucąc szczęśliwą, radosną pieśń.

Daj mi rząd dusz! – krzyczy Konrad do Stwórcy. Świat to dla niego tylko martwa budowa, którą chce ożywić swą mocą. Z kolei siebie nazywa nieśmiertelnym, najwyższym na ziemi (podczas gdy Bóg jest najwyższy na niebiosach).

Po długim milczeniu mężczyzna przemawia jeszcze raz, czyniąc to w sposób ironiczny. Zarzuca Bogu, że Stwórca nie odezwał się do niego ani słowem. Kłamca, kto Ciebie nazywał miłością, Ty jesteś tylko mądrością – wyrzeka więzień. Światem rządzą uczeni, prowadzi go myśl. Z kolei serca cierpią wieczną pokutę, a Konrad obdarzony jest największym uczuciem (i najkrótszym życiem).

Ponownie zapada milczenie. Następnie mówca porównuje swe życie do krótkiej chwili, a uczucia do iskier. Lecz właśnie tym stanie się świat pochłonięty przez Boga, tym był sam Stwórca, zanim jeszcze dokonał swego dzieła.

Odzywają się głosy. Ten z lewej strony pragnie rozpędzić duszę, puścić ją w cwał, zaś te z prawej chcą chronić ją własnymi skrzydłami.
Konrad wyzywa Boga na pojedynek. Zapewnia, że będzie to bitwa bardziej krwawa niż ta stoczona przez Stwórcę z szatanem, ponieważ tym razem walczyć będą na serca.
Ponownie odzywają się głosy. Ten z lewej strony zamierza przedzierzgnąć rumaka w ptaka, by wzniósł się do góry. Ten z prawej krzyczy: Gwiazdo spadająca! / Jaki szał / W otchłań cię strąca.

Konrad przyznaje, że on i ojczyzna to jedno, ponieważ połknął jej duszę. Nazywam się Milijon - bo za miliony / Kocham i cierpię katusze – tymi słowami podkreśla doniosłość swej roli. Następnie zastanawia się, czy Bóg nadal kocha swe stworzenie, czy patrzy na miliony cierpiących przez pryzmat liczb.

Po raz trzeci odzywają się głosy. Ten z lewej strony pragnie przeistoczyć orła w hydrę, zagrzewając przy tym do ataku. Natomiast głos z prawej strony szuka końca tego szaleńczego pędu.

Bóg milczy. Wtedy Konrad prosi o potężną moc dla rozumu, skoro Stwórca nie chce udzielić jej sercu. Jest przecież pierwszym z ludzi i aniołów. Najlepiej zna Boga.

Głosy mówią po raz czwarty. Lewy: Ognia! pal!, prawy: Litość! żal!

Wtedy Konrad nakazuje Bogu odezwać się, grożąc wystrzałem i zburzeniem natury Stwórcy. Grozi także wstrząśnięciem całych państwa. Pragnie krzyknąć głosem, który zapamiętają pokolenia: Krzyknę, ześ Ty nie ojcem świata, ale... Wówczas odzywa się diabelski głos, który dodaje: Carem!

Konrad upada. Rozpoczyna się walka duchów. Te z lewej strony pragną ostatecznie pochwycić mężczyznę, natomiast te z prawej modlą się za jego duszę. Jedna ze złych zjaw obwinia drugą, że wypuściła go, nie pozwoliła samodzielnie dokończyć przemowy. Kiedy zaczynają walczyć, słychać kroki. Nadchodzi ksiądz. Tajemnicze istoty znikają.

Scena III

Do celi Konrada wchodzą kapral, braciszek Piotr (bernardyn) oraz jeden z więźniów. Duchowny rozpoczyna modlitwę, a osadzony zwraca uwagę na zły stan leżącego, który miota się i gryzie usta. Kapral chce, by zostawił ich samych, lecz mężczyzna mówi, że zna ten stan Konrada. Poeta często dużo mówił, a następnie tracił zmysły. Zazwyczaj następnego dnia wszystko było już w porządku.

Kapral wyznaje, że w czasie służby wojskowej widział ludzkie cierpienie. Nigdy jednak nie dostrzegł tego, co malowało się na twarzy Konrada.

Więzień opuszcza celę. Zostają w niej tylko kapral, ksiądz Piotr i jej mieszkaniec. Konrad odzywa się i mówi, że modlitwy nie przydadzą się na nic, ponieważ widział otchłań. Wtedy duchowny prosi kaprala, by stanął przed drzwiami i pilnował pomieszczenie, nikogo doń nie wpuszczając.

Konrad krzyczy, że widzi Rollisona. Jest w więzieniu, zbity do krwi. Ogromnie cierpi, wie, że Bóg go nie słucha, szuka noża i bije głową o ściany. Zachęca go, by skoczył w otchłań, gdyż ta jest lepsza niż ziemski padół. Ksiądz Piotr rozpoznaje złego ducha i zaczyna egzorcyzmy. Tajemnicza istota przemawia najpierw po francusku, a następnie rozpoczyna serię pochlebstw i pochwał (sugeruje, że ksiądz Piotr powinien zostać wybrany na papieża). Próbuje także rozbudzić ciekawość duchownego, pytając, czy wie, co będzie działo się w przyszłości. Brat zakonny pozostaje niezłomny i ostatecznie udaje mu się poznać sposób, w jaki może pomóc więźniowi. Potrzebne są chleb i wino (chodzi o Komunię).

Duch w końcu opuszcza Konrada, a ten odzyskuje świadomość. Ksiądz nakazuje mu modlitwę, ponieważ obraził on majestat Boga. Sam zwraca się do Boga, pada krzyżem i prosi o przyjęcie win młodzieńca na siebie. Wtedy odzywa się chór anielski (słychać już pieśni zwiastujące Boże Narodzenie): Pokój temu domowi, / Spoczynek grzesznikowi. / Sługo! sługo pokorny, cichy, / Wniosłeś pokój w dom pychy. / Pokój temu domowi. Prośba księdza Piotra została wysłuchana. Nad Konradem pojawiają się archaniołowie. Rozmawiają o jego uczynku, a ostatecznie proszą Boga o to, by wybaczył Konradowi (gdyż przyświecała mu idea pomocy ludziom oraz szanował imię Matki Boskiej). Swe pieśni kończą w następujący sposób: Pokój, pokój prostocie, / Pokornej, cichej cnocie! / Sługo, sługo pokorny, cichy, / Wniosłeś pokój w dom pychy, / Pokój grzesznemu sierocie.

Scena IV

Dom wiejski pode Lwowem

Ewa – młoda panienka – modli się przed obrazem Najświętszej Panny. Wtem do pokoju wchodzi Marcelina, która każe jej udać się do spania, ponieważ minęła już północ. Wtedy dziewczyna odpowiada, że zmówiła pacierze za ojczyznę i rodziców, a teraz chciałaby ofiarować Bogu tych, którzy są daleko od swego kraju. Opowiada o Litwinie, który odwiedził ich domostwo. Bardzo zasmucił on ojca, a matka, wysłuchawszy jego historii, dała na mszę i obchód żałobny. Litwin ów był uciekinierem, a mówił o okrutnych cierpieniach i śmierci wielu towarzyszy. Ewa porównuje cara do pragnącego wymordować całe pokolenia Heroda.

Pojawia się chór aniołów, a młoda panienka widzi w śnie delikatny deszczyk. Nie wie, skąd on pochodzi, ponieważ niebo jest czyste. Dostrzega także kwiaty, z których uwiła wianek dla Matki Boskiej. W końcu jej oczom ukazuje się Maria i bierze od niej starannie wykonaną ozdobę. Następnie daje go Jezusowi, a ten (będąc jeszcze dziecięciem) rzuca kwiaty w stronę Ewy. Wtedy okazuje się, że jeden z kwiatów – róża – żyje. Pragnie, by dziewczynka wzięła ją na serce. Wtedy aniołowie odlatują, a dziewczynka zostaje z kwiatem, który Jak święty apostoł, Pański kochanek, złożył swe płatki na jej śpiącym sercu.

Scena V

Cela księdza Piotra

Duchowny modli się, leżąc krzyżem. Nagle doznaje objawienia. Widzi potężnego tyrana (porównanego do Heroda). Wziął on w posiadanie całą Polskę. Następnie zarysowują się przed nim drogi krzyżowe prowadzące na północ, w kraj daleki. Posuwają się po nich wozy, na których siedzą dzieci narodu. Lecz Bóg nie pozwoli zatracić go do końca. Jeden z młodzieńców nazwany jest obrońcą, wskrzesicielem narodu - Z matki obcej; krew jego dawne bohatery, / A imię jego będzie czterdzieści i cztery.

Pada pytanie, czy Pan mógłby to przyśpieszyć i pocieszyć lud. Jednak lud musi cierpieć. Cała Europa wlecze Naród na sąd, urągając mu. Sędzią będzie Francuz. Ten jednak umywa ręce, nie dostrzega żadnej winy. Słyszy wtedy, że jego postępowanie obraża cara. Wtedy wydaje Naród, a ludzie zbiegają się, by patrzeć na jego cierpienie. Wówczas Gal krzyczy: Oto naród wolny, niepodległy!

Duchowny widzi krzyż o ramionach długich na całą Europę. Pyta Boga, jak długo Naród będzie musiał go nosić, prosi o dodanie mu otuchy. Wtedy Naród wleczony jest na tron pokuty, Austriak poi go octem, Prusak żółcią. W pobliżu stoi matka Wolność, która płacze. Moskal przybiega z kopią i przelewa krew Narodu.
Z oddali słychać chór aniołów. Śpiewają wielkanocne pieśni. Wtedy ksiądz Piotr dostrzega tajemniczą postać. Nazywa ją namiestnikiem na ziemskim padole. Prowadzi go anioł pacholę, gdyż jest ślepy. Ma trzy oblicza, a nad nim rozpięta jest tajemnicza księga, z kolei jego podnóże stanowią trzy stolice. To namiestnik wolności, który zbuduje, na swej sławie, ogrom nowego kościoła. Ostatnie słowa dotyczące tej postaci brzmią: Z matki obcej, krew jego dawne bohatery, / A imię jego czterdzieści i cztery. / Sława! sława! sława!

Ksiądz Piotr zasypia, pojawiają się aniołowie. Postanawiają zabrać jego duszę w niebo trzecie, gdzie złożą ją Ojcu na kolanach. Zanim nastanie ranek, złożą ją z powrotem w ciele i otulą w powiciu czystych zmysłów.

Scena VI

Wydarzenia rozgrywają się w sypialni senatora. Nad łożem mężczyzny pojawiają się dwa diabły. Pierwszy zauważa, że chociaż jest on zupełnie pijany, nie może zasnąć. Drugi radzi, by sypać mu w oczy mak. Kiedy polityk już zasnął, diabły chcą zabrać jego duszę do piekła. Jednak pojawia się sam Belzebub, który stanowczo im tego zakazuje. Nie chce, by senator zobaczył piekielne męki, gdyż pod ich wpływem mógłby zmienić swe postępowanie. Mimo to diabły chcą zabawić się z jego duszą. Wtedy Belzebub, wyznając, że ma pozwolenie od samego Cara, mówi: Możesz na duszę wpaść, / Możesz ją w pychę wzdąć, / A potem w hańbę pchnąć, / Możesz w pogardzie wlec / I szyderstwami siec, / Ale o piekle cyt!

Jeden z diabłów łapie więc duszę senatora, zsyłając nań widzenie. Mężczyzna widzi siebie dostającego od władcy reskrypt (rozporządzenie), sto tysięcy rubli, order oraz tytuł książęcy. Wszyscy nienawidzą go i czują wielki strach, lecz przy tym pokornie kłaniają się. Sam polityk zadziera nos, stoi dumny i wyprostowany. Wtem do sali wchodzi cesarz, lecz nie patrzy na niego. Wszyscy odwracają się, a senator czuje, jak umiera we śnie, jak toczą go robaki szyderstwa. Zebrani uciekają od niego, patrzą, wyszczerzając zęby, i powtarzają, że wypadł z łaski.

Pojawiają się diabły i wydzierają duszę z ciała. By zwiększyć cierpienie mężczyzny, na wpół zostawiają ją w ciele. Część, którą zabrały, wloką na koniec świata, by tam uwiązać ją na pograniczu. Będzie tam chłostana do trzeciego piania koguta, by później powrócić do ciała.

Scena VII

Salon warszawski

W jednym z salonów zgromadziła się ówczesna śmietanka towarzyska. Pojawiło się kilku wysokich rangą urzędników, literatów, generałów, sztabsoficerów oraz parę wspaniałych dam. Nieco dalej, przy drzwiach, siedzi grupka młodych Polaków i dwóch ich starych rodaków. W centrum salonu mówi się po francusku, bliżej wyjścia – po polsku.

Niemojewski pyta Adolfa, czy sytuacja na Litwie wygląda jak w Polsce. Ten odpowiada, że jest jeszcze gorzej, ponieważ przelewa się krew, którą oprawcy upuszczają pałkami i batami.

Tym czasem przy w centrum salonu toczy się rozmowa o wielkim balu. Kamerjunkier narzeka, że nie dostał wina ani pasztetu, zaś jedna z dam utyskuje na ludzi depczących buty w tańcu. Padają słowa, że po wyjeździe Nowosilcowa nikt nie umie urządzić w Warszawie prawdziwego balu.

Przy drzwiach pada pytanie o Cichowskiego. Zgromadzeni ustalają, że Polacy i Litwini powinni połączyć siły, gdyż rozproszeni skazani są na porażkę. Wtedy młoda dama nawiązuje do Cichowskiego i mówi o ogromnych męczarniach, jakie przeżył mężczyzna.

W centrum jenerał prosił literata, by ten przeczytał swe dzieło. Jedna z kobiet mówi, że nie rozumie ani polskich wierszy, ani polskiego języka. Wtedy wojskowy przyznaje jej rację - Ma racyję po części, bo nudne po trochu. / Opiewa tysiąc wierszy o sadzeniu grochu. Literat rezygnuje z odczytu, a młoda dama, oddzieliwszy się od stołu umieszczonego przy drzwiach, wspomina o Cichowskim. Szambelan szybko podkreśla, że poruszanie takich tematów jest niebezpieczne, a Adolf mówi o jego niewinności. Mistrz ceremonii zaznacza z kolei, że może chodzić o to, co uwięziony usłyszał i zobaczył w więzieniu. Stary Polak oświadcza, że znał rodzinę Cichowskiego, lecz samego mężczyzny nie widział od lat.

Adolf, na prośbę młodej damy, rozpoczyna opowieść o swym dawnym znajomym. Był to człowiek powszechnie lubiany, dusza towarzystwa. Wkrótce wziął ślub, a później zniknął. Mówiono już nawet o tym, że uczynił to świadomie. Gdy pewnego dnia znaleziono jego płaszcz, jasnym stało się, że Cichowski zaginął w tajemniczych okolicznościach. Minęły 2 lata; w czasie pochodu więźniów z klasztoru do Belwederu ktoś dosłyszał jego imię, o czym powiadomił jego żonę. Próbowała ona pozyskać jakieś informacje o mężu, lecz okazało się to niemożliwe. Gdy upłynęły kolejne 3 lata, miasto obiegły wiadomości o mękach, jakie Cichowski przeżywał w areszcie (karmienie śledziami i niedawanie wody, pojenie opium, łaskotanie, uniemożliwianie zapadnięcia w sen). Dopiero niedawno pod domem jego żony pojawili się żandarmi, którzy przywiedli mężczyznę i nakazali kobiecie podpisać kwitek, że wrócił w pełni zdrowia. Adolf spotkał go całkiem niedawno, lecz poznał go dopiero wówczas, gdy oznajmiono mu, iż to właśnie Cichowski. Dawny towarzysz był otyły (zła strawa i zgniłe powietrze), miał nabrzmiałe i pożółkłe policzki, liczne zmarszczki, a wszystkie jego włosy wypadły. Jednak najbardziej zmieniły się jego oczy - Źrenice miał podobne do kawałków szklanych, / Które zostają w oknach więzień kratowanych, / Których barwa jest szara jak tkanka pajęcza. Po upływie miesiąca Adolf odwiedził go jeszcze raz, lecz mężczyzna nie wrócił do pierwotnego stanu – żył w ciągłym strachu, nieustannie podejrzewał wszystkich o złe intencje. W pewnych chwilach uciekał w głąb pokoju, krzycząc: Nic nie wiem! Nie powiem! Cichowski niewiele pamiętał, nie umiał udzielić Adolfowi informacji. Jedyne, co powiedział, to: Będę o to Pana Boga pytać, / On to wszystko zapisał, wszystko mnie opowie.

Zapadło milczenie. Po chwili dama spytała, dlaczego literaci nie chcą o tym pisać. Odpowiedział jej hrabia: Niech to stary Niemcewicz w pamiętniki wsadzi; / On tam, słyszałem, rózne szpargały gromadzi. Inni mówią, że temat jest zbyt świeży. Być może będzie warto do niego powrócić, lecz po upływie czasu. Jeszcze jeden z nich odrzekł, że nie widzi trudności w świeżości opowieści, ale raczej nie dostrzega w niej nic polskiego - Nasz naród się prostotą, gościnnością chlubi, / Nasz naród scen okropnych, gwałtownych nie lubi; / Śpiewać, na przykład, wiejskich chłopców zalecanki, / Trzody, cienie - Sławianie, my lubim sielanki. Jego słowa uzupełnił inny z towarzyszy, który nadmienił, iz nie przystoi opisywać w poezji, że komuś kazano jeść śledzie.

Poruszony zostaje także temat dworu, którego brakuje (przez co cierpi kultura). Wymownie kwituje to hrabia: Arystokracja zawsze swobód jest podporą, / Niech Państwo przykład z Wielkiej Brytaniji biorą.

Zebrani przy drzwiach skwitowali jego słowa z goryczą i niechęcią. N*** rzekł: Patrzcie, coż my tu poczniem,patrzcie, przyjaciele, / Otoż to jacy stoją na narodu czele. Wtedy Wysocki odpowiedział: Powiedz raczej: na wierzchu. Nasz naród jak lawa, / Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, / Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi; / Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.

Scena VIII

Pan senator

Scena rozgrywa się w wilii senatora. Na prawo widać drzwi do komisji śledczej, gdzie przesłuchiwani są więźniowie, zaś w głębi drzwi do pokojów Nowosilcowa, skąd dobiega muzyka. Jest już po obiedzie, szambelan zajmuje się dokumentami, a przy stoliku trwa gra w wiska. Senator pije kawę.

Nowosilcow zwraca się do Bajkowa (szambelan), że księżna zawiodła zgromadzonych i nie pojawi się tego dnia w jego wilii. Mężczyzna otrzymał list z Warszawy, w którym zachęcany jest do powrotu. Dlatego też pragnie jak najszybciej uporać się ze śledztwem i uciec do ukochanego miasta. Podchodzi doń doktor i wyraża swą opinię dotyczącą postępów w dochodzeniu. Jego zdaniem wciąż nie udało się dotrzeć do jądra wrzodu, a odkryto jedynie wierszyki. Zaś cały „spisek” osnuty jest tajemnicą. Słowa te rozsierdzają Nowosilcowa, który podkreśla, że osobiście prowadzi śledztwo i nie może być mowy o niedociągnięciach - wszystko zapisane zostało w dokumentach.

Pojawia się lokal, który oznajmia, że przyszedł człowiek kupca Kanissyna. Doktor mówi, że posłaniec nie zostanie przyjęty, ponieważ senator pije kawę (jest zajęty). Wtedy sekretarz oznajmia, że kupiec będzie chciał procesować się o zaległe kwoty. Wówczas Nowosilcow postanawia wziąć jego syna na śledztwo. Gdy dowiaduje się o pobycie młodzieńca w Moskwie, tłumaczy to faktem jego działalności szpiegowskiej. Już od początku przekonany jest o jego winie.

Następnie Pelikan pyta o Rollisona. Mężczyzna został okrutnie pobity na śledztwie, przez co zachorował. Bajkow dodaje, że jeśli zajmował się nim Botwinko, najprawdopodobniej liczba razów weszła w trzy setki. Okazuje się, że mężczyzna nic nie wyznał, lecz Pelikan podejrzewał, że uczynił to, by chronić swych kolegów.

Wkrótce pojawia się lokaj. Pyta, czy ma wpuścić dwie kobiety, które codziennie pojawiają się w wilii. Jedna z nich - ślepa - to matka Rollisona. Chociaż Nowosilcow nie chce wpuścić niemile widzianych gości, musi to uczynić, ponieważ wstawiła się za nimi księżna (matka Rollisona ma list napisany przez damę). Wchodzą więc dwie kobiety w towarzystwie księdza Piotra. Senator chciał wypędzić Kmitową, czyli przewodniczkę Rollisonowej, mówiąc, że i pod adresem jej synów znajdą się podejrzenia.

Niewidoma kobieta błaga Nowosilcowa, by wypuścił jej syna. Mówi, że jest biedną wdową, wyjawia także, iż słyszała odgłosy bicia (była wtedy pod murami). Senator wciąż udawał zdziwienie, zaprzeczając jakiejkolwiek przemocy. W końcu przekonana o tym matka pada przed nim na kolana i kontynuuje błagania.

Wbiega młoda dama i mówi (po francusku), że grają już muzykę. Rollisonowa wciąż błaga, pragnie widzieć syna, lecz Nowosilcow mówi, iż cesarz zabrania takich widzeń. Wtedy matka błaga o księdza dla męczonego młodzieńca i wyjawia, że ksiądz Piotr powiedział jej o tej potrzebie. Na to senator pozwala.

Młoda dama wstawia się za prośbą Rollisonowej, a Nowosilcow wyraża zdziwienie, że syn niewidomej spędził w więzieniu rok. Kmitowa pociesza więc towarzyszkę, mówiąc, iż senator nie wiedział o mękach jej dziecka. Wtedy matka mówi doń: Tyś nie wiedział - te łotry wszystko tobie tają. / Wierz mi, Panie, tyś łotrów otoczony zgrają; / Nie ich pytaj, nas pytaj, my wszystko powiemy, / Całą prawdę. Gdy tylko nieproszeni goście oddalili się, Nowosilcow nakazał prowadzić matkę do syna i zamknąć w osobnej celi. Zaś lokaja, który ich wpuścił, posłał na chłostę i cztery tygodnie więzienia (mężczyzna powiedział tylko, że senator sam kazał wprowadzić kobiety).

Następnie zgromadzeni postanawiają otworzyć okna w celi Rollisona, umożliwiając mu w ten sposób samobójstwo. Doktor zaznacza, że jest on chory na płuca. Z kolei Pelikan ostrzega, że wiadomości o nim mogą dotrzeć do cesarza, co srodze go rozgniewa.

Później Nowosilcow przywołuje do siebie księdza Piotra. W pełnej szyderstw rozmowie zaczęły padać pytania o to, skąd duchowny wie o biciu więźniów. Wszystkie jego słowa są zapisywane, więc przestaje on odpowiadać. W końcu zwraca się do Nowosilcowa, pomijając jego tytułu (po prostu - ty), za co Pelikan, na rozkaz doktora, uderza go w twarz. Wtedy ksiądz Piotr mówi do doktora: Panie, odpuść mu, Panie; on nie wie, co zrobił! / Ach, bracie, tą złą radą tyś sam się już dobił. / Dziś ty staniesz przed Bogiem. Pada więc drugi cios, a Pelikan dowiaduje się, że jego dni są policzone. Zgromadzeni nakazują oddać duchownego panu Botwince.

Doktor mówi Nowosilcowowi, że wszystkie spiski są umówione, a kieruje nimi Czartoryski. Za te wieści (które senator i tak znał, przynajmniej we własnym mniemaniu) mężczyznę czekają szczodre nagrody (większa pensja, ordery itp.). Później, mówiąc do sekretarza, nakazuje mu zaaresztowanie doktora, gdyż ten mógłby zasługi przypisać sobie.

Senator ogłasza, że o ósmej opuszcza miasto, na co doktor odpowiada, że dopiero dwunasta. Jego wersji nie potwierdzają słowa Nowosilcowa - wszak jest piąta. Wskazówka w zegarku doktora zatrzymała się, a ksiądz Piotr (wciąż obecny w pomieszczeniu) przypomina, iż jego czas jest policzony.

Rozpoczyna się bal. Bajkow tańczy z księżną, Nowosilcow prowadzi zaś jego narzeczoną. Dama i młody mężczyzna śmieją się z senatora i jego sposobu poruszania się (między sobą, rzecz jasna) i mówią o tym, że wczoraj zabijał, a dzisiaj się bawi. Rosjanie wyczuwają niechęć Polaków, którzy szepczą między sobą. W czasie rozmowy z gubernatorem i jego żoną starosta mówi o żonie i córce, które nie pojawia się na balu.

Młodzież zgromadzona z prawej strony, chociaż zachowuje pozory, z wielką niechęcią wyraża się o Nowosilcowie. Justyn Pol chętnie dźgnąłby go scyzorykiem, lecz Bestużew wyjaśnia mu, iż zgładzenie jednego łotra nie rozwiąże problemu - Cesarz ma u nas liczne psiarnie, / Cóż, że ten zdechnie pies. W końcu postanawia wyprowadzić Pola z sali, a ten pyta, czy nikt nie ukarze okrutnika. Ksiądz Piotr odpowiada, że uczyni to Bóg.

Nagle zmienia się muzyka i grana jest aria komandora. Niespodziewanie rozlega się krzyk Rollisonowej. Kobieta wbiega do sali i wykrzykuje groźby w stronę Nowosilcowa (Gdzie ty! - znajdę cię, mozgi na bruku rozbiję - / Jak mój syn! Ha, tyranie! syn mój, syn nie żyje! / Wyrzucili go oknem - czy ty masz sumnienie? / Syna mego tam z góry, na bruk, na kamienie). Powstrzymuje ją ksiądz Piotr, mówiąc, że jej syn jest ranny, ale żyje.

Rozlega się huk - uderzył piorun. Wbiega zdyszany Pelikan i mówi, że doktor padł zabity, a trzymana przezeń ruble stopiły się (poza tym nic nie zostało zniszczone). Wtedy uderza drugi piorun, a goście rozchodzą się, dostrzegając w tych zjawiskach tajemne znaki i krytykując Nowosilcowa, który bagatelizował całe zdarzenie.

W pomieszczeniu zostają senator, Pelikan i ksiądz. Duchowny opowiada im dwie przypowieści. Pierwsza traktuje o wędrowcach. Znaleźli oni schronienie przed promieniami słonecznymi pod murem. Był wśród nich zabójca - człowiek podły i okrutny. Wkrótce pojawił się przed nim anioł i ostrzegł go, by odszedł stamtąd, ponieważ mur się zawali. Tak też się stało. Wszyscy zginęli, z życiem uszedł tylko on. Wtedy anioł pojawił się podobnie i rzekł do niego: Ty najwięcej zgrzeszyłeś! kary nie wyminiesz, / Lecz ostatni najgłośniej, najhaniebniej zginiesz. Druga opowiada o rzymskim wodzu, który pokonał wojska wielkiego króla. Wymordował niemal wszystkich, pozostawiwszy przy życiu jedynie władcę i pewną liczbę dostojników. Ci dziękowali mu za ten dar, lecz pewien żołnierz przestrzegł ich, że będą okrutnie cierpieć, ponieważ trafią do Rzymu, gdzie zostaną zaprezentowani mieszkańcom, a następnie oddani katom. Oni jednak nie uwierzyli mu i jedli oraz pili, śmiejąc się przy tym.

Nowosilcow, wyraźnie znudzony, puszcza księdza wolno. Gdy duchowny wychodzi z sali, spotyka prowadzonego na przesłuchanie Konrada. Poeta czuje, że widział go kiedyś, lecz przekonany jest, iż nie zna go z rzeczywistego świata. W krótkiej rozmowie dziękuje mu za łaskę i ofiaruje mu pierścień, który nakazuje sprzedać, a pieniądze przeznaczyć dla ubogich i na modlitwy za dusze cierpiące w czyśćcu. Za to otrzymuje radę: Ty pojedziesz w daleką, nieznajomą drogę; / Będziesz w wielkich, bogatych i rozumnych tłumie, / Szukaj męża, co więcej niźli oni umie; / Poznasz, bo cię powita pierwszy w Imię Boże. / Słuchaj, co powie... Konrad nie może dowiedzieć się więcej, gdyż żołnierz nakazuje iść każdemu z mężczyzn w swoją stronę.

Scena IX

Noc dziadów

Guślarz i pogrążona w żałobie kobieta rozmawiają na cmentarzu. Wkrótce ma zacząć się obrząd dziadów, lecz bohaterka nie weźmie w nim udziału, ponieważ chce zobaczyć tylko jednego ducha, który ukazał się w czasie jej ślubu. Dlatego pozostanie wśród mogił. Pyta jeszcze o tajemniczą ranę na piersi zjawy, a mędrzec odrzeka, że musiała ona zostać zadana duszy.

Jako że w kaplicy rozpoczęto już przywoływanie (z ludem był inny guślarz - starszy) mężczyzna postanawia pozostać z kobietą. Wkrótce zaczynają pojawiać się tajemnicze istoty. Ukazuje się widmo ze złotymi blaszkami miast oczu (w ich środku siedzą diabliki), które przelewa z ręki do ręki wrzące srebro. Zjawa błaga, by zabrać od niej kosztowności i ofiarować więźniom lub sierotom. Pyta także o kościół, po czym ucieka. Później ukazuje się kolejna - ubrana jak na wesele. Postać ta musiała umrzeć niedawno, o czym świadczy mało zaawansowany stopień rozkładu. Jest ona kuszona przez czarta pod postacią niewiasty. Biega wokół niej i skacze, gdy nagle ukazuje się dziesięć czarnych pysków, które rozdzierają ją na strzępy. Następnie dzieje się coś dziwnego - kawałki zrastają się, a cały proces ulega powtórzeniu.

Obrzędy mają się ku końcowi. Guślarz nakazuje kobiecie wymówić imię ducha, jakiego pragnęła przyzwać. Czyni to ona, lecz nic się nie dzieje, na co wywoływacz mówi, że poszukiwany musiał zmienić imię. Nagle pojawiają się wozy zmierzające na północ. Na jednym z nich kobieta widzi znajomą postać. Mędrzec mówi, że na jego piersi są rany (tysiąc) zadane przez nieprzyjaciół ojczyzny. Dopiero śmierć go od nich wyzwoli. Rozmówczyni wspomina także o ranie umieszczonej na czole. Guślarz mówi, że to ona najbardziej boli, jest także najgroźniejsza. Jednak jej nie uzdrowi nawet śmierć. Wtedy kobieta prosi Boga o miłosierdzie dla tajemniczego mężczyzny.

Dziadów części III ustęp

Droga do Rosji

Jest to opis pokrytej śniegiem i pustej krainy, przez którą przejeżdżają wozy niosące ludzi na zesłanie w głąb imperium cara. Ta niegościnna ziemia dała początek hordom ludów. Tylko gdzieniegdzie widać zrąbane drzewa i czerniawe ściany. Spotkani tam ludzie mają rozrośnięte barki, a ich twarze oddają dzikość otaczającego pejzażu. Wozy wciąż jadą, mijając na swej drodze oddziały wojskowe (w ich skład wchodzi istna mieszanina narodowości), by w końcu dotrzeć do stolicy.

Przedmieścia stolicy

Wspaniała architekturę Petersburga widać już z daleka. Chociaż zabudowania robią wrażenie, wyraźnie zaznaczone zostaje, że powstały one na ludzkim nieszczęściu - Żeby zwieźć głazy do tych obelisków, / Ileż wymyślić trzeba było spisków, / Ilu niewinnych wygnać albo zabić, / Ile ziem naszych okraść i zagrabić.

Przedmieście stolicy, w czasie zimy, jest puste, gdyż większość dostojników zimuje w samym mieście. Nad krajobrazem malują się fascynujące góry, a kibitki dojeżdżają do bram. Słychać odgłosy otwierania wrót, ludzie są przeszukiwani i badawczo oglądani.

Petersburg

Stolica wybudowana została na błotnistych gruntach z rozkazu cara, który chciał pokazać wszystkim swą wszechmocność. Był to człowiek światły, wiele podróżujący, toteż w czasie wznoszenia miasta wiele rozwiązań zostało zaczerpniętych z odwiedzonych przezeń regionów (Paryż, Amsterdam, Rzym itp.). W tej wspaniałej scenerii gromadzą się ludzie, by zobaczyć samego cara. Wszyscy zdają się odporni na mróz.

W pewnym momencie Pielgrzym dostrzega po drugiej stronie ulicy człowieka rozdającego jałmużnę. Musiał on od dawna mieszkać w Petersburgu, na co wskazywały jego strój oraz znajomość ludzi i topografii. Gdy było już późno, podszedł on do pielgrzyma, witając go po chrześcijańsku (Krzyża i Pogoni znakiem). Ten jednak uciekł z wybrzeża (zbyt zajęty był swymi myślami). Następnego dnia myślał o tajemniczym mężczyźnie, liczył, że spotka go jeszcze raz. Nie pamiętał jego rysów twarzy, lecz miał silne przekonanie, iż już kiedyś go widział, być może we śnie.

Pomnik Piotra Wielkiego

Pielgrzym ogląda pomnik założyciela Petersburga, który wznieść nakazała caryca Katarzyna. Figurę ustawiono na przywiezionym z Finlandii granicie. Wędrowiec porównuje tytułową rzeźbę z monumentem przedstawiającym Marka Aureliusza. Jednak rzymski cesarz jest spokojny i szlachetny. Jedną dłonią pozdrawia lud, drugą opanowuje zapędy rumaka. Piotr Wielki uwieczniony został w niezwykle dynamicznej pozie, która, z perspektywy pielgrzyma, ma w sobie coś z szaleństwa, okrutnego pędu. Wręcz zdaje się, że niedługo skoczy on ze swojej skały i roztrzaska się na kawałeczki.

Przegląd wojska

W Petersburgu mieści się ogromny plac, który wielu ludzi zwie toczydłem chirurga (inni także szczwalnią lub szarańczarnią), gdyż to właśnie na nim car naprzód lancety szlifuje, / Nim wyciągnąwszy rękę z Petersburga, / Tnie tak, że cała Europa poczuje. Już o dziesiątej rano pojawiają się na nim żołnierze, a władca może podziwiać nie tylko liczebność swych wojsk, ale także ich niesamowite możliwości i umiejętności. Zgromadzeni wykonują manewry bez sprzeciwu, nie szczędząc przy tym sił. Widzowie reagują podziwem na coraz śmielsze roszady itp.

Po skończonych manewrach na placu zostało ok. 20 trupów i rannych. Jednym z nich był Litwin, którego stratował pułk konnicy. Chociaż zwierzęta sprawnie nad nim przeskakiwały, jedno trafiło go w ramię, zupełnie druzgocąc kość. Leżał więc i przeklinał na cara. Mówiono, że pochodził z bardzo ważnego rodu, jednak ze względu na narodowość nie był lubiany przez dowódcę, który przydzielił mu dzikiego rumaka.

Następnego dnia na placu znaleziono zamarzniętego mężczyznę. Najpewniej był to oficerski sługa. Zgodnie z rozkazem czekał na zwierzchnika, siedząc na jego futrze, nie okrywszy się nim. O biedny chłopie! heroizm, śmierć taka, / Jest psu zasługą, człowiekowi grzechem. / Jak cię nagrodzą? pan powie z uśmiechem, / Żeś był do zgonu wierny - jak sobaka.

Dzień przed powodzią petersburską 1824. Oleszkiewicz

Początek wiosennej odwilży; wzdłuż koryta Newy szli podróżni, którzy spotkali polskiego malarza. Dawno odwykł on od pędzla i płótna, zajmując się głównie sprawami tajemnymi (dlatego nazywany jest guślarzem). Nie zwrócił on uwagi na podróżnych, lecz jeden postanowił go śledzić. Usłyszał, jak mówił: Ty nie śpisz, carze! noc już wkoło głucha, / Śpią już dworzanie - a ty nie śpisz, carze; / Jeszcze Bóg łaskaw posłał na cię ducha, / On cię w przeczuciach ostrzega o karze. Następnie mężczyzna zwiastował bliski kataklizm, a uświadomiwszy sobie, że ktoś słucha jego słów, prędko oddalił się.

Do przyjaciół Moskali

Tekst ten poświęcony i zadedykowany został pochodzącym z Rosji przyjaciołom autora. Podmiot liryczny zastanawia się nad ich losem, przywołując Rylejewa (powieszony z rozkazu cara) i Bestużewa (skazany na ciężkie roboty). Jednak o wiele gorszym losem byłoby zaprzedanie duszy carowi za ordery i zaszczyty.
Być może smutna pieśń dotrze na samą północ, gdzie, niczym żurawie, zwiastować będzie wiosnę.


Plan wydarzeń:
1. W celi Gustawa ścierają się dobre i złe duchy, które toczą walkę o jego duszę.
2. Przebudzenie się bohatera, śmierć Gustawa i narodziny Konrada.
3. Wigilijny wieczór spędzony przez więźniów w celi Konrada.
4. Rozmowy dotyczące codzienności osadzonych w dawnym klasztorze:
- Jan opowiada o ciężkim losie Janczewskiego i Wasilewskiego,
- bajka Goreckiego opowiedziana przez Żegotę,
- pieśń zaintonowana przez Jankowskiego,
- pieśń o zemście śpiewana przez Konrada,
- mała improwizacja.
5. Wielka Improwizacja.
6. Wizyta księdza Piotra i przepędzenie złego ducha, który nękał Konrada.
7. Tajemnicza wizja Ewy.
8. Widzenie księdza Piotra - Polska porównana do ukrzyżowanego Chrystusa.
9. Sen senatora i igraszki diabłów z jego duszą.
10. Rozmowy w salonie warszawskim (opowieść o Cichowskim).
11. Pałac senatora:
- pojawienie się Rollisonowej,
- błagania kobiety o uwolnienie syna,
- bezwzględność Nowosilcowa - postanowienie o umożliwieniu samobójstwa młodzieńcowi,
- przepowiednie księdza Piotra.
12. Początek balu.
13. Doktor ginie rażony piorunem.
14. Ksiądz Piotr opowiada o zbójcy oraz o rzymskim wodzu.
15. Nowosilcow wypuszcza duchownego.
16. Spotkanie Konrada z księdzem Piotrem i krótka rozmowa bohaterów.
17. Noc dziadów.
18. Guślarz i kobieta widzą tajemnicze zjawy.
19. Oczom pary ukazują się kibitki jadąca na północ. Na jednej z nich siedzi mężczyzna, którego szukała kobieta.

Losowe tematy

Jana Kochanowskiego spór z filozofią...

Jan Kochanowski jak przystało na renesansowego humanistę zatopiony był w kulturze starożytnej. Oddziaływała na niego między innymi filozofia stoicka. Stoicy zalecali odnajdywanie...

Wyjaśnij okoliczności pobytu Oleńki...

Oleńka (Aleksandra) Bilewiczówna jest niezwykle istotną bohaterką „Potopu” Henryka Sienkiewicza. Wprawdzie należy do postaci drugoplanowych ale często...

To nie powinno się zdarzyć –...

Streszczenie Było sobotnie popołudnie. Jim spoglądał na Tristana i rozmyślał nad tym co właśnie powiedział mu przyjaciel. „Reniston” to naprawdę dobra i...

Bracia Grimm Jaś i Małgosia –...

W domu ubogiego drwala żyło sobie rodzeństwo – Jaś i Małgosia. Za namową ich macochy pewnego dnia ojciec wyprowadza dzieci do lasu i tu je pozostawia na łaskę losu...

Ja kiedy usta... - interpretacja...

Wiersz Kazimierza Przerwy-Tetmajera o incipicie „Ja kiedy usta…” należy do liryki miłosnej. Poeta w bardzo śmiały sposób analizuje tu naturę aktu...

Powrót taty – interpretacja i...

Streszczenie Utwór rozpoczyna bezpośredni zwrot do dzieci. Są one nawoływane do pójścia na wzgórze i zmawiania modlitwy za tatę. Podkreślone są zagrożenia...

Pięciopsiaczki – streszczenie...

Streszczenie U Karola Karoliny ich rodziców i babci pojawiają się nowi domownicy. Suczka Balbina powiła bowiem pięcioro szczeniąt – cztery pieski i jedną suczkę....

Kolumbowie rocznik 20 – streszczenie...

Powieść Romana Bratnego uchodzi za jedno z najważniejszych beletrystycznych ujęć losów pokolenia urodzonego w okolicach 1920 roku (tytułowych Kolumbów). Trzytomowa...

My dzieci z dworca ZOO – streszczenie...

Streszczenie Są lata 70 – te XX w. Do Zachodniego Berlina przeprowadza się właśnie młoda Niemka – piętnastoletnia Christiane F. która zamieszkuje wraz...