Wypracowania.pl Unikalne i sprawdzone teksty

Mała apokalipsa – streszczenie, plan wydarzeń

Streszczenie

Oto nadchodzi koniec świata. Oto nadciąga, zbliża się, czy raczej przypełza mój własny koniec świata.

Był beznadziejny dzień jesienny. Główny bohater obudził się w swoim mieszkaniu i przez długi czas patrzył na schowane za chmurami niebo. Po chwilowym rozmyślaniu sięgnął po papierosa i z rozkoszą zaciągnął się gorzkim dymem. Wiedział, że skraca to jego życie (Bo ja od dziecka rozstaje się z życiem i nie mogę się rozstać). Czuł zbliżający się koniec i mówił o tym z pewną dozą fascynacji.

Miasto powoli budziło się do życia. Za oknami słychać było pijaczków, których krzyki wyłaniały się z dość jednorodnego szumu betonowego molocha.

Zszedłszy z łóżka, bohater postanowił się pomodlić. Za siebie, za bliskich i za zmarłych przyjaciół. Kiedy już odpędził złe duchy, pomyślał o tym, że jest wolnym człowiekiem, jednym z niewielu w kraju zniewolenia pokrytego niechlujnie lakierem nowoczesności. Zapalił kolejnego papierosa, wciąż myśląc o zbliżającym się końcu.

Za oknem tłumy ludzi pędziły do swych codziennych zajęć. Z Pałacu Kultury, jak zwykle rano (z powodu zmian temperatury) odrywały się drobne kawałki konstrukcji i spadały po szczerbatych żlebach budowli.

Bohaterowi skończyły się papierosy. Akurat w tym momencie poczuł silną chęć zapalenia kolejnego. Sięgnął więc do szafy. Tam, spośród różnych dokumentów, jego uwagę przykuła pożółkła kartka. Zapisane na niej słowa były życiową dewizą pewnego dziewiętnastowiecznego magnata. Brzmiały one tak: Jeżeli interesy Rosji na to pozwalają, chętnie zwracam uczucia ku swojej pierwotnej ojczyźnie. Bohater nie wiedział, co chciał osiągnąć w ten sposób, być może liczył na przychylność cenzora.

Z rozmyślań wyrwał bohatera głośny odgłos policyjnych syren. Wyjrzał za okno i szybko się uspokoił. Ulicami przejeżdżał jedynie kolejny konwój przewożący jedzenie dla ministrów i polityków. I wtedy, zupełnie niespodziewanie, odezwał się dzwonek do drzwi. Narratora odwiedzili Hubert i Rysio.

Hubert i Rysio nie byli dla narratora zwykłymi znajomymi. Ich pojawienie się w jego życiu każdorazowo oznaczało jakieś gwałtowne zmiany (dzięki nim napisał kilkadziesiąt petycji do reżymu, kilkukrotnie stracił pracę i prawa obywatelskie). Goście przez chwilę ukrywali zakłopotanie niezapowiedzianą wizytą. Zapytali głównego bohatera o przyczyny rzadkiego opuszczania przezeń domu, chcieli wiedzieć, czy zaczął pisać jakąś książkę (narrator to literat). Gdy odpowiedział twierdząco, Hubert i Rysio wycofali się z tematu i przeszli do sedna. Po chwili narrator przełykał gorzką ślinę zmieszaną z wódką, którą poczęstował gości. Chcieli on bowiem, by jeszcze tego dnia dokonał o ósmej wieczorem aktu samospalenia przed gmachem centralnego komitetu partii (mężczyźni byli działaczami opozycyjnymi).

Narrator nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Zadał więc pytanie, dlaczego to on został wybrany. W odpowiedzi usłyszał, że jest osobą rozpoznawalną nie tylko w kraju, ale i za granicą. W dodatku wciąż towarzyszyła mu obsesja śmierci, toteż nie powinien się jej bać. Walczący z reżymem nie mogli wybrać żadnego ze swych genialnych przedstawicieli, gdyż to zubożyłoby naród, lecz ofiara nie mogła również być anonimowa.

Rozmowę mężczyzn przerwał dzwonek do drzwi. Tym razem stał za nimi robotnik, który przyniósł informację o odcięciu wody i zalecił napuścić jej do wanny. Korzystając z okazji, narrator pożegnał również Huberta i Rysia. Ci nie dawali jednak za wygraną i oznajmili mu, że w razie czego może przyjść ok. 11 na ulicę Wiślaną, gdzie spotka się z Nadieżdą i Haliną. Na odchodne Hubert zapytał gospodarza, kiedy ten przestał pisać. Odrzekł, że było to sześć lub siedem lat temu, gdy spod jego ręki wyszło opowiadanie przeznaczone dla podziemnej gazety. Zniósł wtedy dwie cenzury - państwową i własną.

Hubert i Rysio zeszli po schodach, a narrator zamknął drzwi. Spokój nie trwał jednak długo - ponownie odezwał się dzwonek. Na wycieraczce stał starszy mężczyzna ze skórzaną torbą, który oznajmił, że musi odciąć w mieszkaniu gaz. Gospodarzowi było to obojętne. Dodał nawet, że można odciąć również prąd, bo on właśnie tego dnia umrze. Wtedy mężczyzna stwierdził, iż jest to zły dzień na śmierć. Całe miasto było przecież udekorowane na przyjazd ruskiego sekretarza. Taka okazja mogła szybko się nie powtórzyć (do sklepów rzucono jedzenie), warto było więc ją wykorzystać. Dodał nawet, że może podłączyć gaz, ale zablokować rączki od zaworów. Narrator nie przystał na tę propozycję. Był pewny swego. Na pożegnanie dał mężczyźnie swój płaszcz i poprosił, by ten westchnął czasem na jego wspomnienie.

W telewizji pokazywano właśnie powitanie sekretarza na lotnisku. Główny bohater postanowił wyjść na miasto, by przyjrzeć się jego odświętnemu wyglądowi. Najpierw zatrzymał się przy kiosku, w którym chciał kupić papierosy i gazetę (prasy już nie było, co uznał za zły znak). Po chwili dostrzegł znajomego dygnitarza. Mężczyzna wciąż mieszkał w okolicy, a narrator uważał, że ich życie zostało jakoś splecione.

W okolicach Nowego Świata zebrały się tłumy. Widniały nad nimi sztandary mające uczcić przyjaźń polsko - radziecką. Na jednym z nich napisano: Niech żyje czterdziesta rocznica Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Na ten fakt uwagę narratora zwrócił jeden z przechodniów, pytając go, czy myśli, że trochę tych lat dodano. Główny bohater nie wiedział, lecz rozmówca oznajmił, iż ma dobrą pamięć, po czym na własne nieszczęście pokazał gazetę. Widząc „Trybunę Ludu”, narrator mocno ją złapał, prosząc rencistę, by mu ją dał. Ten odpowiedział jednak przecząco i jeszcze przez chwilę sobie ją wyszarpywali, przez co rozerwała się na pół. Starszy mężczyzna zaczął wołać policję, lecz narrator szybko się oddalił, korzystając z zamieszania.

Nagle na drodze głównego bohatera stanęło dwóch milicjantów. Poprosili oni o dowód tożsamości. Narrator zapytał o to, jaki jest dzień, a oni odpowiedzieli, że 22 lipca. Był zdziwiony odpowiedzią, myślał, że jest późna jesień.

Niespodziewanie na widoku pojawił się Kolka Nachałow, syn generała KGB. Z groźną miną popatrzył na policjantów, którzy natychmiast się oddalili. Główny bohater nie pamiętał, kiedy poznał Kolkę. Kojarzył go przede wszystkim z ciemnymi interesami, co było prawdą. Po chwili mężczyźni rozstali się, a Nachałow powiedział narratorowi, że jeśli miałby kiedyś kłopoty, znajdzie go w „Paradyzie”.

Narrator przeszedł kilka kroków i został zatrzymany przez młodego chłopaka z prowincji. Przechodzień zarecytował fragment wiersza o śmierci, a następnie poszedł w swoją stronę.

Główny bohater w końcu dotarł do ulubionego baru mlecznego („Familijny”). Spotkał tam brata Rysia, z którym zjadł posiłek. Narrator dowiedział się od niego, że w cenzurze powołano samodzielny departament aluzji, gdzie wkrótce rozmówca miał poprowadzić wykład. Temat zszedł jeszcze na Rysia. Chociaż mężczyźni byli rodzeństwem, wybrali zupełnie inne drogi i nie utrzymywali ze sobą kontaktów. Główny bohater zastanawiał się, dlaczego brat jego przyjaciela wybrał pracę w cenzurze. Przypuszczał, że bał się on wziąć na siebie odpowiedzialność za własne życie i możliwość redagowania tekstów utalentowanych kolegów była wprost stworzona dla niego. Na te słowa brat Rysia oburzył się. Jego zdaniem Związek Radziecki miał wkrótce prześcignąć Amerykę i stać się idealnym miejscem do życia. Słowa te zdruzgotały głównego bohatera. Tymczasem filozof kontynuował, szyderczo wypowiadając się o opozycjonistach. Po chwili poczuł, że dość już powiedział, i opuścił bar.

Tymczasem narrator znowu dostrzegł chłopaka z prowincji, a ten ponownie zarecytował fragment poezji (I zatrzasnęły się za nim głucho drzwi jak zamykana księga albo jak opuszczone ciężkie wieko trumny). Pisarz postanowił opuścić bar, a młodzieniec poszedł w jego ślady.

Ulica była zatłoczona. Do narratora podszedł pewien mężczyzna i poprosił o ogień. Po chwili przedstawił się jako agent i zażądał dokumentu tożsamości. Główny bohater chwilę protestował, mówiąc, że był już spisywany, lecz w końcu oddał dowód. Ten szybko został mu zwrócony, gdyż przez ulicę przetoczyły się rządowe samochody.

W pobliżu ponownie znalazł się chłopak z prowincji. Tym razem zacytował następujący fragment - Umiera ziemia guślarzy i wróżbitów, umiera ziemia proroków i mesjaszy, co już nie zdążyli zbawić świata. Narrator był przekonany, że skądś zna ten cytat.

Główny bohater wszedł do sklepu muzycznego, w którym zobaczył kalendarz wskazujący rok 1979 (w barze mlecznym widział rok 1980). Sprzedawca nie chciał jednak rozmawiać o dacie, wyraźnie był czymś zajęty.

Narrator wyszedł wiec na ulicę i postanowił iść przez siebie. Opuścił dom z zamiarem spalenia się, choć żałował, że w czasie rozmowy z Hubertem i Rysiem nie okazał większego zdecydowania, może w ogóle nie powinien ich słuchać.

W końcu główny bohater dotarł na ulicę Wiślną. Na rogu stał tam znajomy chłopak z prowincji, który w ręku trzymał żółtoczerwony liść klonu.
Narrator przeszedł jezdnię, chcąc wejść do bloku będącego umówionym miejscem spotkania. Okazało się jednak, że uczynił to w niedozwolonym miejscu, co zaalarmowało kręcącego się w pobliżu policjanta. Na szczęście skończyło się jedynie na pouczeniu.

Wewnątrz bloku spotkał główny bohater towarzysza Sachera, członka Biura Politycznego. Ukłonił się mu, po czym nacisnął dzwonek. Kiedy wszedł do mieszkania, powiedział, że przyszedł z polecenia Huberta i Rysia. W odpowiedzi będąca w środku kobieta wręczyła mu kilka broszurek na temat samospalenia.

W telewizji transmitowano spotkanie w prezydium akademii, w czasie którego miał przemawiać towarzysz Kobiałka. Mówca zajął miejsce i podarł tekst przemówienia. Nagle obraz zniknął i zastąpiła go plansza z dwoma białymi gołębiami i rzymską liczbą XL. Oglądający relację staruszek stwierdził, że Kobiałka to pijak. Następnie zwrócił się do narratora i zapytał, czy boi się tego, co nadchodzi. Ten odpowiedział, że jeszcze nie zdecydował się na spalenie. Staruszek odrzekł, że kiedy umówiona godzina będzie blisko, wszystko stanie się jasne.

Następnie główny bohater przeszedł do pokoju zajmowanego przez Halinę i Nadzieżdę. Został poinformowany o tym, że samospalenie powinno zostać dokonane przed Salą Kongresową - miejscem zjazdu dostojników. Było mu wszystko jedno. Halina wyszła po rozpuszczalnik i zapałki, a narrator został z Nadzieżdą. Kobieta pocałowała go i wyznała mu miłość. Podziwiała jego odwagę, pragnęła, by Polska przyłączyła się do Rosji. Kiedy literat odrzekł, że Rosjan wymordował Lenin, obruszyła się. Wciąż jednak rozmawiali, a Nadzieżda zaproponowała nawet ucieczkę. Chwilę później zatopili się w swych gorących objęciach. Nagle jednak rozległ się dzwonek telefonu. Z słuchawki odezwała się Halina, która pytała, jakiego koloru kanister chce mieć główny bohater. Beznamiętnie odrzekł, że niebieski. To i tak nie miało znaczenia.

Pod oknem narrator dostrzegł kilkuosobową grupkę niosącą transparent z napisem Niech żyje 22 lipca 1999 r. Nieco dalej stał chłopak z prowincji.

Po chwili wróciła Halina, niosąc w rękach niebieski kanister i rozpuszczalnik importowany z Nowej Zelandii. Narrator wciąż jeszcze nie zdecydował, co zrobi o ósmej. Wyszedł z mieszkania.

Na klatce schodowej ponownie spotkał Sachera, który wyrzucił go kiedyś z partii. Było to w rzeczywistości przywrócenie literatowi wolności. Były członek Biura Politycznego doradził rozmówcy, by wiele spacerował, po czym życzył mu powodzenia.

Na ulicy panował zamęt. Jedno z przęseł Mostu Poniatowskiego osunęło się do Wisły. Za narratorem odezwał się znajomy głos - to znowu chłopak z prowincji recytował jakiś fragment poezji (A może mnie utworzyły, niczym obłok pyłu kosmicznego, wasze marzenia, tortury, smutki, niedole). Tym razem jednak młodzieniec nie oddalił się, ale zaczął rozmowę z głównym bohaterem. Przedstawił się jako Tadzio Skórko, syn pisarza, znajomego z dzieciństwa. Przyjechał on ze Starogardu i był wielkim miłośnikiem twórczości narratora. Chciał tego dnia towarzyszyć mu we wszystkich czynnościach.

Główny bohater usłyszał z okna głos Haliny. Okazało się, że Hubert jest w bardzo ciężkim stanie, dlatego muszą jechać do kina „Wołga”. Gdy dotarli na miejsce (wraz z Tadziem), Hubert leżał na zsuniętych krzesłach w biurze kierownika. Konający zapytał głównego bohatera, czy już się zdecydował. Ten odpowiedział niejednoznacznie, na co Hubert rzekł, że może go wyprzedzić. Jego zdaniem ludzie potrzebowali ofiary, by się przebudzić. Inną opinię na ten temat miał narrator, który postrzegał społeczeństwo jako przyzwyczajone do ciągłego letargu.

W kinie „Wołga” wyświetlano jeden z filmów Bułata (chociaż na zewnątrz wisiały afisze reklamujące radziecką komedię). Publiczność przyjęła go z entuzjazmem, a narrator poświęcił chwilę na rozmowę z twórcą. Ten umniejszał sukces swego obrazu, mówiąc, że reakcje spowodowane są przede wszystkim faktem, iż wywodzi się z tego samego środowiska co odbiorcy. Następnie zapytał głównego bohatera, dlaczego ten przestał pisać. W odpowiedzi usłyszał, że znajomy właśnie tego dnia wrócił do bycia literatem. Bułat nie wiedział, dlaczego to narratora wyznaczono do spalenia się, sam był temu przeciwny, jak karze śmierci.

Po Huberta przyjechała karetka, a główny bohater ponownie dołączył do Haliny i Tadzia. Wspólnie udali się do sklepu po zapałki.

Ulice pełne były ludzi i transparentów. Tym razem uwagę głównego bohatera zwrócił napis Niech żyje trzydziestopięciolecie PRL. Pisarz zapytał towarzyszkę, czy nie jest go jej żal. Halina spojrzała na niego z politowaniem i weszła do sklepu. Tadzia i głównego bohatera mijali ludzie - ludzie tacy sami, szarzy, nudni. W końcu Halina przyniosła szwedzkie zapałki i powiedziała, że Hubert jest w stanie krytycznym. Następnie zniknęła gdzieś w tłumie.

Narrator i Tadzio wyruszyli w kierunku restauracji „Paradyz”, gdzie główny bohater rozpoczął swe gówniane życie. Literat był wyraźnie poirytowany, nie mógł znieść obrazu rozkładającego się, przerażającego miasta. Nieopodal ronda leżącego tuż przy Nowym Świecie główny bohater dostrzegł swych przyjaciół - Andrzeja M. i Józefa H. Obaj szli na spacer w stronę Okólnika. Zazwyczaj wybierał się na te przechadzki z nimi. Dzisiaj poszli bez niego, wyraźnie nie sprawiało im to problemu.

Po chwili narrator i Tadzio weszli do restauracji. Gdy główny bohater przyglądał się swemu odbiciu w lustrze (zdawało mu się, że stał się jak inni ludzie), Tadzio poinformował go, że jakiś mężczyzna chce z nim rozmawiać. Tajemnicza postać wskazała na czerwone drzwi. Za nimi znajdował się pokój kontaktowy. W pomieszczeniu tym poddano głównego bohatera bolesnemu przesłuchaniu (dotyczyło ono płynącego dnia), w czasie którego siła każdego ciosu potęgowana była wstrzykniętą mu substancją. W wyniku pozyskiwania informacji literat zemdlał.

Kiedy narrator odzyskał przytomność, Elegant powiedział, że pierwszy sekretarz także jest członkiem opozycji pozytywnej. Następnie kazał wypuścić głównego bohatera i doradził mu, aby pisał do konkretnego czytelnika. Zenek (jeden z mężczyzn przesłuchujących) powalił jeszcze narratora na ziemię i kilkukrotnie mocno kopnął go w żebra. Następnie drzwi się otwarły.

Za drzwiami główny bohater natrafił na towarzysza Kobiałkę. Mężczyzna najwidoczniej także został przesłuchany. Zwierzył się, że nie mógł już znieść obrazu świata, w którym przyszło mu żyć. Narrator zapytał go o datę. Ten odpowiedział, że poza najważniejszymi osobami nikt nie wie, jaka jest prawdziwa data. Po chwili w pomieszczeniu pojawił się Zenek, który przekazał Kobiałce wiadomość, że został on uznany za wariata.

Narrator wyszedł. W korytarzu zaczepiła go młoda babcia klozetowa. Oznajmiła, że znowu nie zapłacił za skorzystanie z toalety, po czym dodała, że odbywa w tym miejscu praktyki studenckie (studiowała archeologię).

Na sali główny bohater dostrzegł Kolkę Nachałowa. Mężczyzna siedział przy stoliku w towarzystwie blondynki. Była to pani Gosia, która specjalizowała się w przejmowaniu od ministerstwa porzuconych filmów. Produkowało się ich przecież coraz więcej, coraz więcej było więc niedokończonych. To ona sfinalizowała pracę nad „Transfuzją”.

Narrator przysiadł się do Nachałowa. Chwilę rozmawiał z Gosią, która uznała go za kontestatora. Po chwili przyszedł kelner z zamówionym jedzeniem. Wraz z nim przybył Rysio Szmidt. Pracownik restauracji zażądał kartki na potrawę mięsną. Główny bohater wyciągnął cały plik i oddał mężczyźnie. Ten przyjął tylko jedną, a książeczkę rzucił na stół. Zainteresował się nią pijący wódkę Rysio; po chwili była w jego kieszeni. Następnie Szmidt oznajmił, że Hubert nie żyje, chociaż wciąż leży podłączony do respiratora. Jego zdaniem przyczyną tego nieszczęścia było zbyt szybkie tempo życia. Wskazówki zegara wskazywały trzecią.

Do stołu podeszła Halina, która poinformowała narratora, że Caban chce z nim rozmawiać. Pierwsze pytanie dotyczyło pisania. Mężczyzna chciał wiedzieć, czy to samocenzura blokowała literata przed tworzeniem kolejnych dzieł. Ten odrzekł, że jego milczenie było spowodowane wieloma czynnikami, przede wszystkim strachem przed układem. Następnie Caban zapytał pisarza o radę. W odpowiedzi usłyszał, że Caban i jemu podobni powinni stać się jak dawna konspiracja.

Narrator wrócił do swego stolika. Kolka zawołał go do kuchni, gdzie zaprowadziła ich pani Gosia. Nagle szef kuchni wziął kobietę na ręce i zaniósł ją do spiżarni. Tam wręczył jej pęk kluczy, a ona otwarła drzwi. Po chwili wszyscy szli niewielkim korytarzem.

W końcu bohaterowie weszli do wielkiej sali przypominającej kaplicę. Stały tam suto zastawione stoły. Kucharz od razu ostrzegł ich, że wszystko przygotowane zostało dla najwyższego kierownictwa, dlatego nie mogą nic dotykać. Przy głównej ścianie stało podium, a na nim insygnia koronacyjne, w tym słynny Szczerbiec.

Pani Gosia poinformowała zebranych, że musi iść na bankiet filmowy, w czasie którego sfinalizowana zostanie sprzedaż „Transfuzji” Australijczykom. Wraz z nią poszedł główny bohater. W drodze powiedziała mu, że nie wierzy w opozycję i ostrzegła go przed Rysiem. On jednak nie wierzył w jej słowa, dlatego rozstali się.

Do narratora podszedł doktor Hans Jurgen Gonsiorek. Przedstawił się jako kierownik wysłanej z Niemiec delegacji, która miała pertraktować z polskim rządem na temat zakupu województwa zielonogórskiego. Po chwili stanął przy nich Rysio, a tuż za nim jego brat. Edek oznajmił, że jest ekspertem polskiej komisji do spraw sprzedaży województwa zielonogórskiego. Nie wierzył w słowa Gonsiorka, dlatego kazał paść wszystkim na ziemię. Całą scenę przerwało pojawienie się szefa kuchni, który zmusił Edka do zatańczenia z Gonsiorkiem.

Narrator i Rysio ponownie znaleźli się przy stoliku. Szmidt był wyraźnie podenerwowany, zaczął nawet krzyczeć, że szatan zszedł na ziemię. Wtedy przyszedł Edek. Przybliżył on głównemu bohaterowi historię swego brata, który utrzymywał się z pieniędzy wypłacanych za napisanie niewielkiej książeczki, która powstała w czasach, gdy Rysio był jeszcze żarliwym zwolennikiem partii.

Rysio był wściekły i uważał, że brat go oczernia. Nagle przyszedł Kolka i wyraził chęć podpalenia restauracji. Z tego chaosu wyrwała narratora Zosieńka, młoda babcia klozetowa, która przyniosła wiadomość, że ktoś chce się z nim widzieć.

W szatni czekała Nadzieżda. Oboje wyszli na miasto i udali się w stronę placu Trzech Krzyży. Zatrzymali się w zrujnowanej redakcji „Szpilek”, a po chwili weszli do opuszczonego pomieszczenia redakcji. Kiedy wyszli, jakiś mężczyzna wręczył bohaterowi kwit za zbliżenie miłosne w miejscu publicznym.
Nadzieżda chciała wyraziła chęć pójścia z głównym bohaterem na miejsce samospalenia. Ten jednak odmówił. Pożegnali się.

Główny bohater wyszedł na ulicę. Tam spotkał Tadzia, który w rękach trzymał kanister. Miał do niego żal o to, że w restauracji spotkali Żorża (jednego z szefów SB). Wtedy Tadzio wyznał, że pracuje dla nich od 4 lat. Później dodał, że tak naprawdę ma ponad czterdzieści lat i pisze wiersze oraz teksty satyryczne. Po obiedzie postanowił jednak zrezygnować z pracy i stać się innym człowiekiem.

Po chwili narrator i Tadzio znaleźli się w tramwaju. Dotarli nim do szpitala (w drodze spotkali Kobiałkę, który zmierzał do Tworek), gdzie leżał Hubert. Główny bohater wszedł na salę reanimacyjną i uklęknął koło łóżka przyjaciela. Oznajmił mu, że dobrze robi, umierając. Zwrócił jeszcze uwagę na datę (22 lipca 1979), po czym wyszedł. Na korytarzu stał lekarz. Zgodnie z planem Hubert miał zostać odłączony od aparatury o 19. Narrator poprosił, by stało się to godzinę później.

Na zewnątrz główny bohater ponownie spotkał Sachera. Chwilę później podbiegł do niego oddział miejskiej partyzantki. Mężczyźni przeszukali literata i zapytali o legitymację partyjną. Ten oświadczył, że nie należy do partii. Przeszukując go, żołnierze zwrócili uwagę na kanister. Gdy dowiedzieli się, że mężczyzna ma zamiar się podpalić, uciekli.

Wkrótce przybiegł Tadzio. Narrator żądał, by pokazał wymówienie z pracy w departamencie. Jednak Tadzio miał złożyć je dopiero następnego dnia. W rozmowie z głównym bohaterem zdradził jeszcze, że zamierza dokończyć jego dzieło.

Narrator i Tadzio szli ulicą. Zatrzymał się przy nich pijany policjant, który chciał ich podwieźć. Wtem rozległ się krzyk Żorża. Mężczyzna chciał, by główny bohater został aresztowany, gdyż zamierza podpalić miasto. Policjant odepchnął Żorża i odjechał, a narrator ruszył w dalszą drogę.

Trasa wiodła przez ogródki działkowe. Tam pisarz usłyszał znajomy głos. Wołała go Lucyna, która oznajmiła, że pieką ziemniaki i wspominają Kazia. Wśród zebranych spotkał swe dwie były kochanki (Renę i Kasię) oraz Kolkę Nachałowa, który oznajmił, że jedzie do Częstochowy, ponieważ będą rozbierać tam hutę. Tadzio nie pozwolił mu na zbyt długie rozluźnienie. Oznajmił bowiem, że pisze reportaż o jego ostatnich godzinach, a dochodziła 19.

W drodze pod Pałac Kultury bohaterowie weszli jeszcze do domu Jana. Drzwi otworzył im listonosz, informując ich, że Jan zamknął się w łazience i siedzi w wannie. Narrator próbował z nim porozmawiać. Jednakże Jan nie odpowiadał. Uścisnął jedynie rękę głównego bohatera, gdy ten powiedział mu o swym planie.

Na zewnątrz padał śnieg. Narrator sięgnął po cegłę i powiedział Tadziowi, że go zabije, by skrócić jego beznadziejne życie. Mężczyzna nie przestraszył się i wyrwał cegłę z rąk pisarza, mówiąc, że zatrzyma ją na pamiątkę.

Chwilę później narrator i Tadzio spotkali panią Gosię, która pytała o miejsce zbiórki pielgrzymki do Częstochowy.

Kiedy główny bohater zbliżał się do Pałacu Kultury, myślał o tym, że może jeszcze zmienić nazwisko, wstąpić do partii, przeżyć. Nagle dostrzegł kolumnadę Sali Kongresowej i rozstawione w niej reflektory. Byli tam wszyscy, których znał - Rysio, Bułat, Nadzieżda, Caban, Edek Szmidt.

Narrator zbliżał się do wyznaczonego miejsca. Nadzieżda podbiegła do niego, a zgromadzeni odwodzili ją od zamiaru pójścia z ukochanym. Po chwili pojawił się jakiś młodzieniec, który oznajmił, że zastępuje aresztowaną Halinę. Dał narratorowi zastrzyk przeciwbólowy.

W końcu rozbłysnęły światła reflektorów, a cała kinowa aparatura zaczęła działać. Narrator pożegnał się z Nadzieżdą i szedł dalej. Jego nogi stawały się coraz cięższe, a głowa puchła od myśli. Doznał olśnienia. Uświadomił sobie, że to ludzie stworzyli Boga. Uczynili to po to, ażeby chronił ich przed nimi samymi. Szedł przed siebie, mówiąc w myślach: Ludzie, dodajcie mi sił. Ludzie, dodajcie sił każdemu na świecie, kto o tej porze idzie razem ze mną na całopalenie. Ludzie, dodajcie sił. Ludzie....

Plan wydarzeń

1. Przebudzenie. Poranne rozmyślania i rytuały.
2. Niespodziewana wizyta Rysia i Huberta - zapowiedź kłopotów.
3. Propozycja nie do odrzucenia.
4. Pojawienie się hydraulika i wiadomość o odcięciu wody.
5. Hubert i Rysio wychodzą.
6. Pracownik gazowni odcina gaz.
7. Narrator postanawia przespacerować się po mieście.
8. Kłótnia o gazetę z rencistą.
9. Pojawienie się policji i przystąpienie do wylegitymowania głównego bohatera.
10. Kolka Nachałow przychodzi z odsieczą.
11. Narrator spostrzega, że krok w krok podąża za nim dziwny młodzieniec recytujący wiersze.
12. W barze główny bohater spotyka Edzia Szmidta, brata Rysia, filozofa (marksistę).
13. Na ulicy narrator natrafia na agenta bezpieki, który przystępuje do kontroli.
14. Wizyta w mieszkaniu Haliny.
15. Narrator poznaje szczegóły dotyczące jego zadania oraz spotyka Nadzieżdę.
16. Telewizja transmituje wystąpienie Kobiałki.
17. Narrator wybiera kolor kanistra. Halina wychodzi do sklepu.
18. Rozmowa z Nadziezdą i wyznanie miłości.
19. Główny bohater opuszcza mieszkanie Haliny.
20. Spotkanie z Sacherem.
21. Młodzieniec recytujący wiersze przedstawia się jako Tadzio.
22. Zasłabnięcie Huberta w kinie „Wołga”. Szybka wyprawa głównego bohatera w to miejsce.
23. Rozmowa z Hubertem.
24. Spotkanie z Bułatem.
25. Wizyta w restauracji „Paradyż”.
26. Główny bohater przesłuchany przez bezpiekę.
27. Spotkanie z Kobiałką.
28. Obiad w towarzystwie Kolki i pani Gosi.
29. W restauracji pojawia się Rysio.
30. Przejście do sali bankietowej.
31. Spotkanie z Nadzieżdą (narrator spędza z nią upojne chwile).
32. Prawdziwa tożsamość Tadzia zostaje ujawniona.
33. Pożegnanie z Hubertem.
34. Przechadzka przez ogródki działkowe.
35. Pożegnanie z Janem.
36. Droga do Pałacu Kultury i Nauki.
37. Ostateczna decyzja.

Losowe tematy

Koniec świata – interpretacja...

„Koniec świata” jest niewielkim rozmiarowo poematem Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Utwór opublikowany został po raz pierwszy w 1929 roku. Czesław...

Opowieść wigilijna – opracowanie...

Geneza Charles Dickens napisał „Opowieść wigilijną” w listopadzie 1843 roku. Czas i miejsce akcji Akcja „Opowieści wigilijnej” toczy się w dziewiętnastowiecznym...

Gawęda o miłości ziemi ojczystej...

„Gawęda o miłości ziemi ojczystej” Wisławy Szymborskiej to wiersz należący do liryki patriotycznej. Poetka wyraża w nim zachwyt nad pięknem rodzinnego kraju...

Cudzoziemka – opracowanie interpretacja...

Geneza Wydana w 1936 r. (a wcześniej ukazująca się w odcinkach w „Kurierze Porannym”) „Cudzoziemka” Marii Kuncewiczowej bardzo szybko okazała się...

Rękopis znaleziony w Saragossie...

Dzieło Jana Potockiego należy do najwybitniejszych powieści okresu Oświecenia – nie tylko polskiego ale światowego. Potocki spisywał „Rękopis znaleziony w...

Kryzys w branży szarlatanów –...

W swojej twórczości Konstanty Ildefons Gałczyński chętnie sięgał po wątki kultury ludowej miast i miasteczek przetwarzając je jednak po swojemu. Jak pisał Czesław...

Żywot człowieka poczciwego - streszczenie...

W 1568 roku ukazało się jedno z ważniejszych dzieł Mikołaja Reja tzw. „Zwierciadło”. Utwór łączył wiersz i prozę – a częścią prozatorską...

Pochwała złego o sobie mniemania...

„Pochwała złego o sobie mniemania” to wiersz Wisławy Szymborskiej który stanowi filozoficzną refleksję nad moralnością. Pod względem formalnym tekst...

Nike która się waha – interpretacja...

„Nike która się waha” to wiersz Zbigniewa Herberta będący reinterpretacją mitologii. Mamy tu do czynienia z liryką opisową. Podmiot liryczny za pomocą...