Wypracowania.pl Unikalne i sprawdzone teksty

Pięcioro dzieci i coś – streszczenie, problematyka

Streszczenie

Rozdział I
Piękni jak dzień

Dom leżał o trzy mile od stacji. Na jego widok dzieci niemal jednogłośnie wydały osąd, że wygląda naprawdę przyzwoicie. Budynek stał na niewielkim wzniesieniu. Był cały biały, a z zewnątrz otaczał go wielki ogród. Nic więc dziwnego, że cała piątka, która od paru lat nie opuszczała Londynu, wręcz drżała z ekscytacji.

Mama wypakowała walizki i zaniosła je do domu. Jeszcze zanim udało się jej zebrać dzieci i namówić je do poprzedzającej podwieczorek toalety, ogród został przez nie dokładnie zbadany. Robert zdążył nawet spaść z huśtawki i nabić sobie guza, a Cyryl przytrzasnął palce w drzwiach jakiegoś kojca. Nie było już żadnych wątpliwości - szykował się wspaniały odpoczynek.

Robert, Aneta, Cyryl, Janeczka i Baranek (najmłodszy chłopiec) mieszkali na co dzień w Londynie. Stolica była dla ciekawych świata dzieci niczym więzienie. Wszystko było tam takie samo, wszystko obwarowane było regułami i zasadami. Dlatego czas spędzony w wiejskiej scenerii zapowiadał się rewelacyjnie.

W Białym Domku działo się wiele najprzeróżniejszych rzeczy. Jednak to, co wydarzyło się pewnego dnia, wymaga specjalnej uwagi. Cała piątka spotkała bowiem duszka, którego - zgodnie z jego życzeniem - nazwano Piaskoludkiem. A stało się to w kamieniołomie, do którego cała piątka wyruszyła, korzystając z nieobecności rodziców.

Dzieci wytrwale kopały, mając nadzieję, że natrafią na wspaniałe muszelki. Ojciec opowiadał im, że w miejscu, gdzie znajduje się kamieniołom, było kiedyś morze, toteż piątka postanowiła wykorzystać tę wiedzę i wzbogacić swoją kolekcję. Wyprawa była jednak rozczarowująca, aż do momentu, w którym Aneta, nazywana w domu „Panterą”, krzyknęła, że w tunelu coś się rusza.

Nie był to ani szczur, ani wąż, jak wcześniej przypuszczały dzieci. Wszak jeszcze nikt nie słyszał gryzonia z takim przekonaniem krzyczącego: dajcie mi spokój! Niewielka włochata kulka, która wyszła z tunelu, bardzo niegrzecznie rozpoczęła rozmowę z dziećmi. Trudno było jej sobie uświadomić, że nikt z piątki nie ma pojęcia, czym jest Psammetych, czyli piaskowy duszek.

Z tajemniczą istotą trzeba było postępować w określony sposób, czego od razu domyśliła się Aneta. Odpowiednio zachęcany i komplementowany duszek rozpoczął opowieść o dawnych dziejach. Pamiętał jeszcze czasy, w których takich jak on było wielu. Wszyscy mieszkali na plażach, a że mieli moc spełniania życzeń, dzieci często do nich przychodziły. Wtedy życzyły sobie jakiegoś pysznego dinozaura, którego można było od razu upiec, tak aby cała rodzina mogła się najeść. W ramach wdzięczności dzieci budowały zamki z piasku. Ale kiedyś zaczęły kopać obok nich fosy i wtedy duszki zaczęły znikać. Trzeba bowiem wiedzieć, że piaskowe duszki nienawidzą wody i każdy z nią kontakt może okazać się dla nich śmiertelny.

Zaciekawione tajemniczą mocą duszka dzieci poprosiły go, aby spełnił ich życzenie (pierwsze wykonał poprzez samo pokazanie się im, czego zażyczyła sobie Aneta). Piątka długo zastanawiała się nad tym, o co poprosić Piaskoludka, aż w końcu Aneta stwierdziła, że zażyczy sobie, aby byli piękni jak dzień. Duszek spełnił ich pragnienie, co doprowadziło do tego, że najmłodszy Baranek nie poznawał swego rodzeństwa. Starszej czwórki nie poznała także Marta, niania.

Dzieci rzeczywiście zmieniły swoją powierzchowność i stały się wyjątkowo urodziwe. Ich problem leżał jednak tym, że ani Marta, ani żadna z pozostałych służących nie chciała wpuścić ich do domu. Cała piątka musiała więc przeczekać do zmierzchu (po zachodzie słońca magia duszka traciła moc), mierząc się z głodem i pragnieniem. Dzieci odzyskały dawny wygląd, dopiero wtedy, kiedy zaszło słońce. Weszły wtedy do domu i poprosiły Martę o coś do jedzenia i do picia.

Rozdział II
Złote dukaty

Rankiem Aneta, Janeczka i Robert myśleli, że wydarzenia poprzedniego dnia były tylko snem. Dopiero Cyryl utwierdził ich w przekonaniu, że kilku osobom nie może śnić się to samo. Chłopak miał także nowy plan. Tego dnia wszyscy mieli odwiedzić Piaskoludka i wypowiedzieć przemyślane życzenie.

Marta szła akurat z wizytą do krewnych mieszkających w Rochester. Gosposia postanowiła zabrać ze sobą Baranka, któremu założyła jego najlepszy strój. Pozostała czwórka postanowiła więc, że nie będzie żadnych życzeń dotyczących wyglądu.

W drodze do kamieniołomu dzieci wciąż się przegadywały, starając się ustalić, jakie życzenie powinny przedstawić Piaskoludkowi. Gdy czwórka odnalazła w końcu duszka, Robert poprosił go o wielkie bogactwo. Piaskoludek napełnił więc kamieniołom złotymi dukatami. Dzieci były pod ogromnym wrażeniem.

Każdy z młodych bohaterów wypełnił kieszenie swej kurtki dukatami, ponieważ zapadła decyzja o wyprawie do Rochester. Najpierw jednak trzeba było odwiedzić wioskę, by wynająć wózek zaprzężony w kucyka.

Dzieci pokonywały drogę z wielkim trudem, co kilkadziesiąt kroków chowając część dukatów pod drzewa i do dziupli. Widząc je, nikt nie pomyślałby, że właśnie stały się bogaczami, ba, nikt nie byłby pewien, że mają chociaż szylinga na całą czwórkę.

Zmęczone dźwiganiem ciężkich dukatów dzieci postanowiły napić się lemoniady. Ale że nie wypadało im wejść do gospody całą grupą, jako pierwszy uczynił to Cyryl. Chłopak nie mógł zapłacić za lemoniadę, herbatniki i biszkopty dukatami, ponieważ karczmarz nie miał pieniędzy, ażeby mu wydać. Dlatego musiał poświęcić własne szylingi.

Sprytna Aneta doskonale poradziła sobie ze zorganizowaniem wozu. Pan Cyryl, w zamian za jednego dukata, zgodził się zawieźć dzieci do Rochester i poczekać na nie tak długo, jak będzie trzeba.

W Rochester jedno z praw rządzących światem stanęło na głowie. Od zawsze łatwiej było pieniądze wydawać niż zarabiać, a tym razem czwórka nie mogła wydać ani dukata. Głodne, spragnione i brudne dzieci (nie umyły się po wizycie w kamieniołomie) nie budziły zaufania. Z trudem udało się im zdobyć po 3 bułeczki dla każdego, narażając się na gniew sprzedawcy. A przecież czekała ich jeszcze wizyta u Billa Peasemarsha, który sprzedawał wozy i koniki.

Peasemarsh od początku nie wierzył dzieciom w chęć zakupienia powozu. Kiedy zobaczył dukaty, zawołał sługę i kazał mu powiadomić o wszystkim policję. Funkcjonariusz od razu zalecił zatrzymać całą czwórkę i powiadomił o zdarzeniu inspektora. Niechybnie dzieci trafiłyby do więzienia, gdyby nie to, że zapadł zmierz, a wszystkie dukaty rozpłynęły się w powietrzu. W dodatku całe zdarzenie obserwowała Marta (nie mogła jednak widzieć monet, gdyż takie było życzenie dzieci), która po powrocie do domu nakrzyczała na całą czwórkę.

Co ciekawe - dukat ofiarowany panu Cyrylowi wcale nie zniknął. Za to nadzwyczaj bogate dzieci kupiły za swe pieniądze tylko dwie pary rękawiczek, imitację skórzanego portfela, 12 maślanych bułeczek oraz przejażdżkę koniem do Rochester.

Rozdział III
Przedmiot pożądania

Tego dnia od samego ranka wszystko szło nie pomyśli naszych bohaterów. Przy śniadaniu Baranek przewrócił akwarium ze złotymi rybkami, a woda ochlapała rodzeństwo (trzeba było więc wysuszyć garderobę). Następnie Marta dostrzegła dziurę w sukience Janeczki i kazała jej ją zacerować. A przecież wszyscy tak bardzo śpieszyli się do Piaskoludka.

Robert i Aneta byli zdania, że duszek specjalnie spełnia życzenia w taki sposób, aby nic z nich nie wyszło. Inną opinię na ten temat mieli Cyryl i Janeczka, którzy szczególnie krytykowali życzenie stania się pięknym jak dzień. Ich zdaniem to, o co prosili Piaskoludka, nie było dotychczas do końca przemyślane. Dlatego zaproponowali, by tym razem zwrócić się o 50 funtów w dwuszylingowych monetach.

Przed wyjściem dzieci zabrały od Marty Baranka, który bardzo chciał iść na spaciej z Panteją. Na miejsce piątka maszerowała radośnie, dyskutując o tym, na co wydane zostanie 50 funtów. Jednak kiedy dzieci dotarły do kamieniołomu, ich miny szybko zrzedły. Zupełnie zapomniały o tym, że nie zaznaczyły poprzedniego dnia miejsca, w którym znajduje się Piaskoludek (przecież wszystko zostało zasypane złotymi dukatami).

W czasie, kiedy dzieci poszukiwały Piaskoludka, Baranek urzeczywistniał najdziwniejsze zabawy związane z piaskiem. W pewnym momencie zakopał nawet swoją głowę, a później rozlał lemoniadę przyniesioną przez Roberta. Wściekły chłopak krzyknął w napadzie złości, że chciałby, aby choć raz było tak, że każdy chciałby mieć ze sobą Baranka (takie słowa skierowała do wychodzących dzieci Marta). Właśnie wtedy niespodziewanie pojawił się Piaskoludek, który postanowił spełnić życzenie Roberta.

Na nic zdały się próby odwrócenia życzenia, Piaskoludek był niewzruszony. Dzieci postanowiły więc wrócić do domu, ciesząc się z tego, że następnego dnia będą wiedziały, gdzie szukać duszka.

W drodze dzieci natknęły się na pewien bardzo ładnie wyglądający powóz. Wysiadła z niego lady Chittenden, która na widok Baranka omal nie oszalała. Poprosiła Anete, by pozwoliła jej potrzymać braciszka, po czym zabrała go, wsiadła do powozu i wydała rozkaz natychmiastowego odjazdu.

Dzieci rzuciły się w pogoń za uciekająca kobietą, doskonale słysząc przeraźliwy płacz Baranka. Na szczęście posiadłość lady Chittenden nie była daleko od miejsca, w którym piątka spotkała kobietę.

Kiedy powóz zatrzymał się przed domem, podróżująca nim dama wysiadła, nie chcąc budzić spokojnego i rozanielonego Baranka. Wtedy lokaj i woźnica, zdziwieni jej zachowaniem, przyjrzeli się chłopcu i nagle obaj zapragnęli mieć go dla siebie.

Idąc do domu, dzieci musiały przepędzić chłopca noszącego chrust i małą dziewczynkę. Później piątka sprytnie ominęła kamieniarza, mleczarza i człowieka niosącego beczkę. Jednak nieopodal domu grupka natknęła się na cygański obóz. Cyganki momentalnie otoczyły Barabka, a jedna z nich powiedziała nawet, że to jej zaginiony syn. Sytuacja zdawała się być bez wyjścia, ale Cyryl wpadł na świetny pomysł. Powiedział, że zostaną w obozie do zachodu słońca, aby Baranek mógł się przyzwyczaić do Cyganek. Kiedy zaś słońce schowa się za horyzontem, odejdą, a Cyganki zatrzymają Baranka, jeśli będą tego chciały.

Popołudnie mijało bardzo powoli. Kiedy słońce zaczynało powoli chować się za widnokręgiem, Cyganie stali się niecierpliwi. Aneta, aby zyskać nieco czasu, opowiadała o codziennych zwyczajach Baranka. W pewnym momencie twarze mieszkańców obozu wyraźnie się odmieniły, a żadna z kobiet nie chciała już Baranka. Jedna tylko podeszła do niego i złożyła mu jak najlepsze życzenia na przyszłość.

Wracając do domu, dzieci uświadomiły sobie, że zawsze chciały mieć Baranka przy sobie. I nawet drobne, całkiem zresztą nieświadome, psikusy nie były tego w stanie zmienić.

Rozdział IV
Skrzydła

Za oknem padał deszcz. Nie można więc było odwiedzić Piaskoludka, który był tak wrażliwy na wilgoć. Czas spędzony w domu dzieci poświęciły na napisanie listów do mamy. Jednak tylko kartka podpisana przez Janeczkę dotarła na pocztę. Dziewczynka informowała o codziennych zabawach oraz wspomniała o dziwnym znalezisku, jakiego piątka dokonała w kamieniołomie.

Następnego dnia przyjechał wuj Ryszard, który, jako że był dobrym wujaszkiem, zabrał dzieci (z wyjątkiem Baranka) do Maidstone. Tam pozwolił im wybrać sobie zabawki. Robert w ostatniej chwili zdecydował się na ozdobione obrazkiem skrzydlatych byków pudełko.

Nazajutrz Aneta wstała o piątej rano. Dzień był wyjątkowo piękny, co już wcześniej zwiastowali znawcy pogody. Dziewczynka, korzystając więc z warunków, pomyślała, że pobiegnie do Piaskoludka, aby z nim porozmawiać. Aneta chciała poprosić o radę dotyczącą życzeń. Dotychczas każde kończyło się przecież małą katasttrofą. Duszek nie lubił mówić innym, co mają robić. Doradził jednak Anecie, aby za każdym razem pomyśleli, zanim coś powiedzą. Wtedy dziewczynka zapytała, czy chęć posiadania skrzydeł jest niemądrym życzeniem. Duszek odrzekł, że słyszał już gorsze, po czym dodał, aby przed zmierzchem nie latać zbyt wysoko.

Aneta spóźniła się na śniadanie. Weszła akurat w momencie, gdy Robert wylał łyżkę syropu na ubranie Baranka. Zdarzenie to miało dwa plusy. Po pierwsze - Baranek nadzwyczajnie lubił się lepić; po drugie - dzieci mogły wymknąć się z domu bez braciszka oraz narażania się na pytania Marty.

Po drodze Aneta zaproponowała, aby każde z dzieci mogło wypowiedzieć swoje życzenie (zaakceptowane przez innych). Tego dnia miała być właśnie jej kolej, a zamierzała poprosić o skrzydła. Pozostała trójka przystała zarówno na rozwiązanie, jak i wybór skrzydeł.

Już wkrótce dzieci unosiły się w powietrzu dzięki ogromnym, przepięknym skrzydłom, co było wspaniałym uczuciem. W pewnym momencie wylądowały nawet na śliwce, by zjeść nieco przepysznych owoców. Nie do końca zdawały sobie sprawę z tego, że znalazły się w ogrodzie należącym do pewnego gospodarza, który akurat wszedł przez furtkę. Kiedy dostrzegł on latające dzieci, pomyślał, że zwariował. Lecz wtedy Atena, która wiedziała, że kradzież jest czymś złym, rzuciła mu trzypensową monetę. Ta forma rekompensaty utwierdziła mężczyznę w przekonaniu o prawdziwości tego, co widział.

Gdy nadeszła pora obiadu, dzieci uświadomiły sobie, że są zbyt daleko od domu, by zdążyć na posiłek. Postanowiły więc zabrać trochę jedzenia z plebanii. Wziąwszy ze sobą wystarczającą do zaspokojenia głodu ilość, dzieci zostawiły list z wyjaśnieniami i podziękowaniami oraz 2 i pół szylinga.

Zdaniem narratorki dzieci nie postąpiły do końca uczciwie, gdyż wartość zabranych przez nie towarów była większa niż zostawiona kwota. W jakimś stopniu usprawiedliwiały je jednak głód i niewiedza.

Dzieci spożyły ozór, kurczaka i świeże chleb na jednej z kościelnych wież. Posilone takimi smakołykami szybko zasnęły. I nie obudziły się przed zmierzchem. A wtedy skrzydła znikły! No i zostały syte dzieci na kościelnej wieży. Od domu dzieliło ich wiele mil, a w dodatku drzwi prowadzące do wyjścia z baszty były zamknięte od wewnątrz. Gdyby tego było mało, czwórka miała w swoim posiadaniu zabrany z plebanii syfon.

W tym miejscu narratorka kończy tę opowieść, polecając czytelnikom, by ci zastanowili się, co uczyniliby na miejscu naszej czwórki.

Rozdział V
Bez skrzydeł

Dzieci dostrzegły, że na plebanii wciąż pali się światło. Postanowiły więc głośno krzyczeć. Miały szczęście, gdyż pastor rzeczywiście nie spał.
Początkowo wzięto czwórkę za rabusiów, toteż do duchownego dołączyli Andrzej i niosący strzelbę gajowy. Po długich pertraktacjach drzwi zostały otwarte. Jakże wielkie było zdziwienie mężczyzn, gdy okazało się, że na wieży znajduje się czworo dzieci.

Dorośli długo starali się dowiedzieć, w jaki sposób dzieci dostały się na wieżę. Czwórka utrzymywała, że wyszła tam z ciekawości. Następnie wszyscy zasnęli, a kiedy się obudzili, drzwi były już zamknięte.

W pewnym momencie gajowy, który wiedział wszystko o kłusownikach, zorientował się, że Cyryl chowa coś pod kurtką. Był to oczywiście wzięty z plebanii syfon. Dzieci musiały przyznać się do „zakupu” żywności. Pastor ani jego żona nie byli jednak źli. Przypuszczali, że mają do czynienia z dobrymi dziećmi, które nie chcą wydać kogoś, kto namówił ich do tej głupiej zabawy.

Żona pastora poczęstowała niespodziewanych gości ciastem i mlekiem, a duchowny nakazał Andrzejowi zaprząc konie. Chwilę później dzieci wyruszyły do domu wraz z Andrzejem i gajowym. Drugi z mężczyzn zaprowadził czwórkę do samych drzwi i wszedł, aby porozmawiać z Martą i kucharkami o tym, co miało miejsce. Później przychodził coraz częściej, gdyż chyba bardzo polubił opiekunkę piątki.

Następnego dnia Marta nałożyła na dzieci zakaz opuszczania domu. Ułagodzona nieco przez gajowego zgodziła się na pewne odstępstwo i wypuściła Roberta, który chciał załatwić bardzo ważną sprawę. Chłopak - rzecz jasna - poszedł do Piaskoludka i przedstawił mu kolejne życzenie.

Rozdział VI
Zamek i niewidzialny obiad

Kiedy Robert odnalazł Piaskoludka, okazało się, że zupełnie zapomniał, jakie życzenie miał wypowiedzieć. Nieopatrznie rzekł, że chciałby, aby duszek spełnił życzenie któregoś z dzieci przebywających w domu. Tak też się stało.

W drodze powrotnej Robert zastanawiał się, jakie życzenie mogło zostać wypowiedziane w domu. To, co zobaczył, dotrarłszy na miejsce, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Oto bowiem zamiast Białego Domku jego oczom ukazało się posępne zamczysko, przed którym stały jakieś namioty. Najwidoczniej trwało oblężenie.

Zmierzającego do domu Roberta zatrzymało dwóch rycerzy. Dowiedziawszy się, że mieszka on w oblężonym zamku, zaprowadzili go oni do Wulfryka de Talbot, wspaniałego i mężnego rycerza.

Znamienity hrabia nie mógł zrozumieć opowieści Roberta, który wspominał o duszku i jego czarach. W pewnym momencie myślał nawet, że chłopiec jest szpiegiem. Na szczęście Robert - miłujący się w literaturze rycerskiej - znalazł sposób na wybrnięcie z tej sytuacji poprzez odwołanie się do honoru.
Na rozkaz Wylfryka Robert został odprowadzony przez Jakina do kamieniołomu. Odszukawszy duszka, poprosił go o jeszcze jedno życzenie - chciał dołączyć do rodzeństwa (nie wiadomo, dlaczego nie poprosił o usunięcie zamku i oblężenia).

Znalazłszy się wśród swoich, Robert powiedział, że nie ma sensu stawiać oporu, gdyż oblegający zaatakują dopiero przed samym zmierzchem. Lepszym pomysłem niż ścieranie się z rycerzami było poszukanie czegoś do jedzenia.

Z wielkim zdziwieniem dzieci zaobserwowały, że reszta domowników wykonywała niezrozumiałe czynności. Marta wymachiwała rękoma, kucharki kręciły się wokół jakiegoś pustego miejsca, a Baranek siedział na czymś niewidzialnym. Dopiero po chwili czwórka uświadomiła sobie wcześniejsze ustalenia, jakie poczyniła z duszkiem (domownicy mieli nie widzieć życzeń). Najgorsze w tym wszystkim było to, że Rober, Aneta, Cyryl i Janeczka nie widzieli pieczeni krojonej przez Martę.

Rozdział VII
Oblężenie i marsz do łóżka

Marta przyniosła obiad, ale czwórka nie mogła go zobaczyć. Na szczęście Cyryl wyciągnął z kieszeni trzy herbatniki i garść okruchów, a później wymacał dłońmi kawał chleba. Wyglądał, jakby jadł powietrze, ale kiedy tylko gryzł, chleb stawał się widzialny. Chwilę później Robert namierzył pieczeń. Wszyscy byli najedzeni, tylko Marta sprawiała wrażenie niezbyt zadowolonej, gdyż jeszcze nigdy nie widziała takiego bałaganu.

Po obiedzie dzieci obserwowały przygotowania do szturmu. Dziewczynki trochę bały się groźnych rycerzy, ale chłopcy konsekwentnie je uspokajali. Do skutecznej obrony potrzebny był odpowiedni prowiant. Dlatego każde z dzieci poszło do Marty, aby nabrać do kieszeni nieco herbatników.

Na chwilę przed zmierzchem rycerze przystąpili do ataku. Początkowo nawoływali do poddania zamku, lecz bohaterscy obrońcy, mając świadomość, że wszystko wkrótce zniknie, byli nieustępliwi. By opóźnić atak, postanowili oni polewać nacierających wodą.

Wkrótce wszystko zniknęło. Dziewczynki poczuły ulgę, choć nie chciały przyznać się do tego, że trochę się bały. Czwórka radośnie rozmawiała miedzy sobą, ciesząc się, że życzenie z oblężonym zamkiem nie wpędziło ich w żadne tarapaty. Akurat wtedy do pokoju weszła oburzona Marta. Opiekunka nakrzyczała na dzieci za to, że wylały jej na głowę całe wiadro wody.

Rozdział VIII
Większy niż chłopiec od piekarza

Tego dnia Cyryl zaproponował, by pobawić się w rycerzy, piratów lub rabusiów, a dobry pomysł na życzenie sam wpadnie komuś do głowy. Chłopiec uważał, że zbyt dużo myślą nad tym, o co poprosić Piaskoludka, i dlatego efekty zazwyczaj są opłakane.

W czasie zabawy w bandytów Robert i Cyryl napadli na chłopca od piekarza. Wyrośnięty dostawca bułek nie zwrócił jednak na nich uwagi, odbąknąwszy tylko, żeby się od niego odczepili. Wtedy Robert posłużył się lassem wykonanym ze skakanki należącej do Anety. To stało się przyczyną prawdziwej tragedii. Sznur zaplątał się w nogi piekarczyka i doprowadził do spektakularnej wywrotki. Upadając, chłopak rozsypał bułki. Tego było za wiele - w akcie zemsty brutalnie rozprawił się z Robertem, podbijając mu oko i goniąc chłopca aż do samego kamieniołomu. Cyryl, który chciał pomóc bratu, został powstrzymany przez Janeczkę, a Aneta uprosiła chłopca, by dał już spokój jej bratu.

Najbardziej ucierpiała duma Roberta. Siedząc w kamieniołomie, chłopak popłakiwał i powtarzał, że chciałby być większy niż chłopiec od piekarza. I co się wtedy stało? Pojawił się duszek i spełnił życzenie naszego małego bohatera.

Znowu na nic zdały się prośby o cofnięcie życzenia. Duszek był wyjątkowo poirytowany brakiem odpowiedzialności i rozwagi prezentowanym przez dzieci.

Robert postanowił dać piekarczykowi nauczkę. Jak pomyślał, tak uczynił. Bez wysiłku dopędził go, gdy ten wracał do piekarni. Złapał go wtedy za kołnierz i umieścił na kilkumetrowym stogu siana, a później powiedział mu, co o nim myśli. Pomocnik piekarza długo próbował zejść na dół ze stogu, przez co spóźnił się do piekarni i został solidnie obity.

W czasie jedzonego w ogrodzie obiadu (Robert mógł mieć problemy ze zmieszczeniem się przy stole w pokoju jadalnym, gdyż był naprawdę olbrzymi) Janeczka zaproponowała, aby udać się na jarmark i pokazywać tam brata za pieniądze. Wtedy choć jedno życzenie przyniosłoby zamierzony efekt.
Pomysł Janeczki spodobał się wszystkim oprócz Roberta. Chłopak nie miał jednak wyboru i podążył za rodzeństwem.

Gdy czwórka dotarła na miejsce, Robert schował się w szopie, a reszta dzieci popędziła po kogoś odpowiedzialnego za organizację wydarzeń rozrywkowych. Zainteresowanie sprawą wykazała kobieta obsługująca strzelnice, która na widok Roberta oniemiała. Od razu chciała zatrudnić go na cały sezon, obiecując mu najlepsze jedzenie i olbrzymią stawkę. Niewiele myśląc, zaprowadziła go do Billa, kierownika całego interesu. Robert oznajmił, że może występować tylko przez jeden dzień i zażyczył sobie 15 szylingów. Pieniądze otrzymał od razu, przygotowano dla niego nawet specjalny namiot.

Wkrótce koło namiotu pojawili się strażnicy, którzy mieli pilnować, aby Robert nie poszedł sobie z otrzymanymi pieniędzmi.

Możliwość obejrzenia olbrzyma kosztowała 3 pensy od osoby. Wieść o Robercie rozeszła się tak szybko, że na jarmark specjalnie po to, aby wejść do namiotu giganta, przyjeżdżali ludzie z pobliskich wiosek. Te kilka godzin naprawdę zmęczyło Roberta.

Kiedy zbliżał się zmierzch, zarządzona została przerwa na podwieczorek. Dzieci musiały opracować plan ucieczki, gdyż powrót Roberta do normalnej postaci mógłby skończyć się dla nich bardzo niedobrze. Cyryl nakazał Janeczce i Anecie iść do domu, a sam postanowił ułożył sprytną historię.

Cyryl poszedł do Billa i powiedział mu, że olbrzym po zmierzchu robi się bardzo dziwny, jakiś nieswój (było to zgodne z prawdą!). Dlatego poprosił, aby przez pół godziny nikogo nie wpuszczano do namiotu. Sam powiedział zaś, że musi biec po kilka kłosów żyta, bo właśnie tego gigant sobie zażyczył, a kiedy jest zły, nie wolno mu odmawiać.

Kiedy Robert odzyskał dawną postać, wyszedł z namiotu przez jego tylną część, która została nieco poluzowana, gdyż Cyryl nalegał, aby wpuścić nieco świeżego powietrza. Kiedy spotkała go Fanny (wspólniczka Billa), powiedział, że właśnie idzie po kłosy żyta dla olbrzyma (było ciemno, a Cyryl i Robert nosili podobne ubrania).

Tym sposobem chłopcy uciekli z jarmarku, a pędzili do domu tak szybko, że przybyli do niego w tym samym momencie co dziewczęta.
Narratorka nie wie, jak Fanny i Bill zareagowali na widok pustego namiotu.

Rozdział IX
Dorosły

Od powiększenia Roberta minęły dwa dni. Cyryl wymknął się z domu wczesnym rankiem i popędził do duszka, aby zapytać go, czy istnieje możliwość spełnienia życzenia wypowiedzianego podczas zabawy lub gry (ale z dala od kamieniołomu). Duszek odrzekł, że jest to możliwe, i przystał na prośbę chłopca, choć przyznał, że ma serdecznie dość całej czwórki.

Reszta rodzeństwa przystała na propozycję Cyryla, który był akurat trochę zły, bo okazało się, że Baranek wykorzystał jego zegarek jako łopatkę do kopania w ziemi. Siostrzyczki zachwycały się urodziwym malcem, mówiąc, że rośnie i staje się coraz silniejszy. Kiedy młodszy braciszek stłukł szybkę w zegarku, Cyryl powiedział, że chciałby, aby Baranek był dorosły już dzisiaj. Zanim Cyryl zrozumiał, co zrobił, wygląd Baranka zaczął się zmieniać.

Oczom dzieci ukazał się przystojny młodzieniec z zawadiackim wąsikiem. W czasie przemiany Baranek zasnął, więc dzieci mogły omówić plan działania. Zupełnie zaskoczyło ich jednak to, że po przebudzeniu brat oświadczył, że nie pójdzie na obiad do domu, bo właśnie wybiera się do miasta, gdzie zje coś w klubie.

Baranek nie chciał słuchać sprzeciwów rodzeństwa. Oświadczył, że ma na imię Hilary, Eugeniusz albo wreszcie Robert i nie życzy sobie, aby młodsze rodzeństwo zwracało się do niego przezwiskiem z dzieciństwa. Stwierdził on zresztą, że smarkacze powinni iść do domu na obiad, a on pojedzie do miasta na rowerze i zatrzyma się w klubie „Pod Trzema Koronami”.

Dzieci musiały działać szybko. Chłopcy wzięli szpilkę i znaleźli rower (Baranek był dorosły i musiał mieć rower), w którym już po momencie przebili koło. Hilary (tak należy się zwracać do dorosłego Baranka) nie dawał jednak za wygraną. W pobliskim domu zbadał koło, ale okazało się, że jest w nim zbyt wiele dziur. Piątka musiała więc zadowolić się podwieczorkiem dla cyklistów w tym właśnie domu, za który zapłaciła z pieniędzy zarobionych przez Roberta.

Zachód słońca był już blisko, kiedy Hilary skończył łatać dziury w kole. Na szczęście nie wyruszył w drogę, gdyż na ścieżce pojawiła się jakaś dama, której zepsuł się rower. Szarmancki mężczyzna zaoferował więc pomoc. Praca nie trwała długo, a po jej skończeniu Hilary zaoferował, że odprowadzi damę na skrzyżowanie. Wtedy z ukrycia wybiegła czwórka, która zaczęła przeraźliwie krzyczeć i ostrzegać nieznajomą przed spacerem z Hilarym.

Rowerzystka odjechała, a rozzłoszczony Hilary postanowił odprowadzić rodzeństwo do domu. Kiedy dotarli na próg, stało się coś dziwnego. Oto Marta wzięła na ręce dorosłego mężczyznę i zaniosła go do domu (domownicy nie widzieli efektów życzeń). Czwórka wiedziała, że nie zapomni tego widoku do końca życia.

Po chwili słońce zaszło, a Baranek znowu mówił: Cie do Pantei (Chcę do Pantery, czyli Anety).

Rozdział X
Skalpy

Tego dnia Cyryl czytał „Ostatniego Mohikanina”. W czasie lektury powiedział na głos, że chciałby, aby w Anglii byli Czerwonoskórzy. Ale nie tacy dorośli, tylko całkiem mali, jak nasi bohaterowie. Reszcie rodzeństwa pomysł ten nie przypadł do gustu. Ustalono więc, że Piaskoludek zostanie poproszony o 100 funtów szterlingów w monetach dwupensowych.

Kiedy dzieci dotarły do kamieniołomu, oburzony duszek przypomniał to, co uzgodnili poprzednio z Cyrylem. Życzenie zostało więc spełnione, a Piaskoludek powiedział dzieciom, że tym razem pięknie się urządziły.

W drodze powrotnej każdy myślał nad tym, jakie mógł wypowiedzieć życzenie. Spodziewano się różnych rzeczy, a stan niepokoju, w jakim znalazły się dzieci, był naprawdę nieprzyjemny. Dopiero gdy Janeczka potknęła się na „Ostatnim Mohikaninie”, wszyscy uświadomili sobie, że wkrótce pojawią się Indianie.

Aneta nie chciała marnować czasu. Wzięła dzbanek z pokoju mamusi i rozbiła go bez zbędnych ceregieli. Później opróżniła skrzyneczkę z datkami na szkoły w Afryce oraz poprosiła Janeczkę, aby dała jej swoje pieniądze (obie miały po 2 szylingi). Następnie poszła do Marty i powiedziała o zbitym dzbanku. Poprosiła opiekunkę, aby ta pojechała do miasta wraz z Barankiem i kupiła taki sam dzbanek. Dziewczynki zaoferowały się, że zapłacą za jej podróż (dzieci były umówione z farmerem, ponieważ chciały wydać 100 funtów szterlingów, które miały nadzieję otrzymać od Piaskoludka). Marta, choć nie bez oporów, przystała na tę propozycję.

Aneta odczuła ulgę, gdy braciszek i Marta wyjechali. Teraz rozpoczął się etap nerwowego wyczekiwania.

W czasie obiadu Cyryl śmiał się z przestraszonych dziewczynek, a czynił to aż do momentu, w którym zobaczył w oknie pomalowaną twarz.

Dzieci wybiegły na górę i rozpoczęły naradę wojenną. Postanowiły ucharakteryzować się i udawać wodzów potężnego plemienia. Robert przyniósł pióra wyrwane choremu indykowi, dziewczynki zdjęły kolorowe koce z łóżek, a twarze pomalowano skradzioną z kuchni pastą do czyszczenia.

Na zewnątrz stanęły dzieci naprzeciwko wodza Złotego Orła, który chciał urządzić pow-wow.. Czwórka, którą tym razem tworzyli Czarna Pantera ze szczepu Mazawattów (Aneta), Dziki Kot - Kizia Straszny ze szczepu Fitezów (Janeczka), wódz Wiewiórek ze szczepu Moningów Kongo (Cyryl) oraz Bob z konnej policji (całkiem zaskoczony koniecznością przywitania się Robert), widząc zastępy indiańskich wojowników stojące za Złotym Orłem, postanowiła biec do kamieniołomu.

Ucieczka była jednak bezowocna. Dzieci dostały się w ręce Indian i zostały oskalpowane. Czerwonoskórzy pozbawili je jednak elementów charakteryzacji, prawdziwe włosy i skóra głowy zostały nienaruszone.

Indianie ze szczepu Mieszkańców Skał nie mogli rozpalić ognia, gdyż nie znaleźli chrustu (było to niemożliwe w tej części Anglii). Głośno żałowali więc, że trafili do tak dziwnego kraju, obiecując przy tym inne wymyślne tortury. Złoty Orzeł rzekł nawet, że chciałby, aby znaleźli się w swojej ojczyźnie. I wtedy - bum! - Indianie zniknęli. Najwyraźniej Piaskoludek spełnił ich życzenie.

Marta wróciła do domu wieczorem. Przywiozła ze sobą piękny dzbanek, a dziewczynki były jej bardzo wdzięczne. Wtedy oznajmiła im, że kiedy ich mama wróci, odejdzie z pracy. Aneta i Janeczka myślały, że to przez ich zachowanie, ale przyczyna była inna. Gajowy, który przywiózł dzieci z plebanii, oświadczył się Marcie.

Rozdział XI
Ostatnie życzenie

Tego dnia podczas śniadania odczytana została wiadomość od mamusi, która informowała, że babcia czuje się lepiej. Można było więc wracać do domu, co zaplanowane zostało na popołudnie. Przed dziećmi stało wielkie wyzwanie - wypowiedzenie ostatniego życzenia.

Gdy czwórka zastanawiała się nad tym, o co poprosić Piaskoludka, Marta powiedziała, że to cud, że w ogóle jeszcze żyją. W nocy rabusie włamali się do posiadłości hrabiny Chittenden i ukradli wszystkie jej kosztowności. Na myśl o brylantach i innych klejnotach dzieciom zrobiło się żal mamusi, która nie miała ich zbyt wiele. Wtedy Janeczka powiedziała, że chciałaby, aby mama znalazła drogocenną biżuterię w swoim pokoju. Klamka zapadła.

Po przybyciu do Białego Domku mama rzeczywiście odnalazła klejnoty. Przez chwilę zastanawiała się, skąd się one wzięły, i zupełnie nie uwierzyła w wyjaśnienia dzieci. W pewnym momencie zaczęła nawet podejrzewać, że w całą sprawę zamieszany był gajowy, który oświadczył się Marcie.

Mama postanowiła jechać do miasta, by o wszystkim powiadomić policję. Na wieść o tym Aneta podjęła stanowczą decyzję odszukania Piaskoludka. Gdy dziewczynki (chłopcy zostali zobowiązani do pilnowania domu i zabezpieczenia dostępu do pokoju mamy) dotarły do kamieniołomu, prędko poprosiły duszka o to, aby okazało się, że klejnoty lady Chittenden wcale nie zostały ukradziony, oraz aby mamusia i Marta o wszystkim zapomniały. W zmian duszek poprosił Anetę o wypowiedzenie życzenia dla niego. Piaskoludek chciał, aby dzieci nie mogły nikomu o nim powiedzieć. Miało to być ostatnie życzenie czwórki, ale Aneta zdążyła zażyczyć sobie ponownego spotkania z Piaskoludkiem.

W domu okazało się, że wszystko wróciło do pierwotnego porządku, nawet klejnoty lady Chittenden zostały znalezione.

A dzieci? Dzieci spotkały jeszcze Piaskoludka, ale o tym nie będzie już w tej książce ani słowa.

Problematyka

Bohaterom powieści Edith Nesbit przydarza się coś niesamowitego i absolutnie wspaniałego. Odnajdują oni piaskowego duszka, który obiecuje, że każdego dnia będzie spełniał jedno ich życzenie. Czy w życiu może mieć miejsce coś wspanialszego? Aneta, Janeczka, Cyryl, Robert i Baranek (choć on w najmniejszym stopniu) zapytaliby jednak: czy może być coś gorszego?

Mogąc mieć wszystko, czego tylko zapragną, dzieci każdego dnia ściągają na siebie ogromne problemy i wplątują się w zabawne sytuacje. Kiedy proszą o złote dukaty, nikt nie chce im uwierzyć, że weszły w ich posiadanie w uczciwy sposób. Kiedy z kolei pragną, aby wyrosły im skrzydła, ponieważ wydaje im się to całkiem niegroźne, a nawet zabawne, kończą przygodę zamknięte w kościelnej wieży. Można wspomnieć jeszcze o tym, że ściągają na siebie oblegających ich dom rycerzy oraz omal nie zostają oskalpowane przez plemię wojowniczych Indian.

Z życzeniami trzeba uważać. Niekiedy to, co ma się na co dzień, jest o wiele bardziej wartościowe niż ulotne fantazje i marzenia. Ale żeby się o tym przekonać, trzeba przynajmniej przez chwilę poczuć, że jest to zagrożone.

Losowe tematy

W Weronie – interpretacja i analiza...

Cyprian Kamil Norwid – jeden z najbardziej interesujących i niekonwencjonalnych twórców polskiego romantyzmu – spędził wiele czasu w Italii. Ziemia...

Ewangelia św. Łukasza - ogólna...

Ogólna charakterystyka Ewangelia według św. Łukasza jest trzecią z czterech nowotestamentowych Ewangelii. Jej autorem jest prawdopodobnie lekarz uczeń apostoła Pawła....

Słowik i szczygieł - interpretacja...

Bajka Ignacego Krasickiego „Słowik i szczygieł” oferuje krótki ale dosadny komentarz dotyczący działań artystów a być może każdego człowieka...

Proszę państwa do gazu – streszczenie...

Jest upalne lato. Wszyscy więźniowie obozu chodzą nago ponieważ odbywa się odwszawianie ubrań. Od jakiegoś czasu nie przyjeżdżają nowe transporty dlatego część Kanady...

Bajki Adam Mickiewicz – opracowanie...

Geneza Bajka to gatunek literacki który narodził się już w starożytności. Za ojca tego rodzaju uważany jest Ezop - przedstawiający w swych utworach gorzkie prawdy...

Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej...

„Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej” to jeden z cyklu tatrzańskich wierszy Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Jest to nastrojowy liryk w którym poeta ujawnia...

Plastusiowy pamiętnik – opracowanie...

„Plastusiowy pamiętnik” to jedna z tych książeczek które zna każde polskie dziecko! Od lat bowiem jest on lekturą w pierwszej klasie szkoły podstawowej....

Rok 1984 – opracowanie interpretacja...

Geneza „Rok 1984” to powieść Georga Orwella opublikowana w 1949 roku. Orwell był lewicowcem całe życie wyznającym ideały socjalistyczne. Jednak w czasie hiszpańskiej...

Magiczne drzewo – streszczenie...

Streszczenie Akcja utworu rozpoczyna się od gwałtownej burzy która powaliła straszliwie wielki stary dąb. Było nim Magiczne Drzewo. Ludzie wykonywali z niego przedmioty...