Unikalne i sprawdzone teksty

Prometeusz jest uważany za jedną z najpiękniejszych postaci mitologii grackiej. Czy ta opinia jest słuszna i dlaczego

Mitologia grecka stanowi jeden z najistotniejszych fundamentów kultury europejskiej. Właśnie w niej odnajdujemy postacie, które są „archetypami” pewnych postaw i do dziś stanowią punkt odniesienia podczas refleksji nad ludzką psychiką, naszymi wadami i zaletami. Za szczególnie inspirującą postać z mitologicznego panteonu uznaje się Prometeusza, tytana, który przyniósł ludziom ogień, za co zapłacił potwornymi mękami. I ja podzielam to zdanie.

Istnieje wiele wersji mitu o Prometeuszu, różniących się między sobą. Wszyscy autorzy są zgodni, że był on tytanem bardzo przyjacielsko nastawionym wobec człowieka. Niektórzy uznają go nawet za ojca ludzkości, którą miał ulepić z gliny i łez. Panuje też zgoda co do tego, że mściwy Zeus przykuł Prometeusza do kaukaskich skał, a sęp każdego dnia pożerał mu wątrobę, która w nocy się regenerowała. W ten sposób bohater cierpiał codzienne męki, nim nie został wyzwolony przez Heraklesa.

Tak naprawdę nie są istotne różnice w poszczególnych wersjach mitu. Sednem sprawy jest to, co symbolizuje Prometeusz – a jest on postacią uosabiającą zarówno bunt, jak i rozwój. Prometeusz nie godził się na cierpienie ludzkości. Przez podarowanie słabym ludziom ognia, pragnął ocalić ich przed nieustannym strachem i bólem, powodowanym przez surową naturę i dzikie zwierzęta. Wiedział on, że spowoduje to gniew bogów – a jednak wolał zaryzykować ich zemstę, niż przystać na to, by ludzie znosili swój straszny los. W ten sposób Prometeusz urasta to rangi postaci mesjanistycznej.

Kim są dzisiejsi „potomkowie” Prometeusza? Z pewnością są nimi naukowcy, poznający sekrety przyrody, by nieść ulgę całej ludzkości. W końcu bez prowadzonych przez nich badań dużo trudniej byłoby zwalczać szalejące na ziemi choroby. Ale „dziedzicami” szlachetnego tytana są też wszelkiej maści filantropii i wolontariusze, wspomagający potrzebujących.

Mit o Prometeuszu przypomina nam, by nie godzić się na zło i nędzę, by spróbować wziąć sprawy w swoje ręce i dołożyć choć niewielką cegiełkę do świątyni dobra, wznoszonej przez ludzkość.