Unikalne i sprawdzone teksty

Tydzień z życia gimnazjalisty – felieton

Uczniowie często powtarzają, że w czasie roku szkolnego dni dłużą się niemiłosiernie. Wstajemy rano, śniadanie, autobus, lekcje, lekcje, lekcje, dom, obiad, zadanie domowe. Bądźmy jednak szczerzy, nie jesteśmy więźniami w kamieniołomach, mamy też rozrywki: basen, sport, gry komputerowe. Oczywiście poszczególne dni różnią się od siebie, a mimo to wiemy, co nas czeka w kolejnych. To dlatego, że już na początku roku szkolnego każdy z nas wypracowuje sobie „TYGODNIOWY ROZKŁAD ZAJĘĆ”, który sprawia, że wbrew przytaczanej wyżej opinii, kolejne dni ciągle przynoszą coś nowego.

Mówiąc o rozkładzie zajęć, nie mam na myśli po prostu planu lekcji. To, jakie będziemy mieli przedmioty danego dnia decyduje o wielu sprawach - np. czy będziemy musieli wieczorem wkuwać słówka z języka obcego, czy czytać wiersze na polski. Ale wokół planu lekcji każdy z nas może zbudować swój własny plan tygodnia.

Przykładowo: jestem słaby z języka niemieckiego. Mimo to staram się jak najlepiej poradzić sobie z zadaniami i sprawdzianami. Wymaga to ode mnie dużo pracy, która jest dla mnie bardzo męcząca. Niemiecki mam w poniedziałek i w środę – więc są to dni, kiedy szczególnie potrzebuję odpoczynku i relaksu. Jaki z tego wyciągnąłem wniosek? Właśnie wtedy chodzę na basen. W końcu nic tak nie odpręża, jak przepłynięcie kilkudziesięciu metrów żabką!

We wtorek mam mniej lekcji i kończę zajęcia około 11. Mimo pokusy, by cały dzień poświęcić na próżniactwo i czytanie komiksów, postanowiłem choć część wolnego czasu przeznaczać na przygotowywanie wypracowań na język polski i zapoznawanie się z lekturami. Wprawdzie wymaga to ode mnie dużo samozaparcia, ale ostatecznie się opłaca – nie muszę niczego robić na ostatnią chwilę!

Oczywiście nie wszystkie punkty mojego planu są tak „surowe”. Postanowiłem też na przykład, że w każdy piątkowy wieczór będę oglądał film, żeby być na bieżąco nowościami, a także poznać klasykę kinematografii.

Jak wam się podoba mój tydzień? Jak wygląda wasz „tygodniowy rozkład jazdy”, drodzy czytelnicy? A może nie tworzycie żadnego, tylko „idziecie na żywioł” i żyjecie z dnia na dzień?